Strona główna Aktualności Od zgłoszenia do uratowania życia – opowiada Krzysztof Skrzyniarz, prezes WOPR
  • ambasadorzy
  • woda

Od zgłoszenia do uratowania życia – opowiada Krzysztof Skrzyniarz, prezes WOPR

WOPR to marka rozpoznawalna w całym kraju, która od ponad 60 lat buduje swoją pozycję przez najwyższe standardy szkolenia i nieustanne doskonalenie metod ratownictwa wodnego. Dolnośląski oddział prowadzony jest przez prezesa Krzysztofa Skrzyniarza – osobę z wieloletnim doświadczeniem i praktyką w pracy ratownika. Pod jego kierownictwem procedury operacyjne zostały gruntownie usprawnione, co znacząco zwiększyło skuteczność działań w sytuacjach zagrożenia.
Bo w tym zawodzie liczy się każda minuta, a nawet sekunda! O każdą należy walczyć!

W wywiadzie z Krzysztofem Skrzyniarzem opowiadamy o tym, jak wygląda praca ratowników – od momentu przyjęcia zgłoszenia po udzielenie pomocy. Rozmawiamy o szybkości działania ratowników, ich przygotowaniu oraz o akcjach, które napawają dumą i pokazują, jak ogromną wartość ma ich praca w ratowaniu ludzkiego życia.

Dostajecie zgłoszenie o wypadku, co dzieje się dalej?

– W zależności od charakteru zdarzenia, ratownicy albo płyną łodzią, albo jadą samochodem z lekką łodzią na przyczepie. Zespół składa się z co najmniej dwóch, trzech ratowników wodnych. Jeżeli zdarzenie dotyczy terenu poza Wrocławiem, dyspozytor wysyła zespoły ratowników z innych baz, które znajdują się w Mietkowie, Jeleniej Górze, Wałbrzychu czy Kłodzku. Najważniejszy jest czas dotarcia na miejsce. Do około 90% wszystkich wypadków dochodzi we Wrocławiu i okolicy.

Jak w takim razie wygląda pomoc na terenie Wrocławia? Jak szybko jesteście w stanie zacząć działać?

– 70% wrocławskich zdarzeń ma miejsce na odcinku górnej Odry (zwanym sportowym) – między Ostrowem Tumskim a Opatowicami Na tym właśnie odcinku zlokalizowana jest największa dolnośląska baza WOPR z własnym pomostem nad Odrą. Z bazy do Mostu Grunwaldzkiego, płynąc rzeką, to niecałe 900 metrów, natomiast do Mostów Pomorskich – około dwóch kilometrów.

Nasze łodzie to nowoczesne, szybkie jednostki z silnikami do 200 koni mechanicznych, mogące rozwijać prędkość do 70 km/h. Mamy też skutery wodne, które rozpędzają się do przeszło 90 km/h. A więc czas dopłynięcia do Mostu Grunwaldzkiego to od jednej do dwóch minut od momentu zgłoszenia, z kolei do Mostów Pomorskich dostajemy się w przedziale od dwóch do czterech minut.

Dodajmy, że zespół ratowników jadących samochodem, w zależności od natężenia ruchu na drodze, jest w stanie dotrzeć np. w okolice Stawów Pilczyckich w ciągu ośmiu minut. Rzecz jasna, w trybie alarmowym z włączonymi sygnałami uprzywilejowania.
W działaniach ratowniczych nad wodą – podkreślmy to raz jeszcze – czas jest szczególnie ważny. Człowiek, po wpadnięciu do wody, tonie w czasie od czterech do sześciu minut – dlatego ratownicy Dolnośląskiego WOPR-u są w stanie dotrzeć na czas do poszkodowanego i podjąć stosowne działania. Gdy ratownicy wyjeżdżają samochodem z przyczepą, nieodzowną pomoc w skróceniu czasu dojazdu stanowi korytarz życia utworzony na drodze przez kierowców.

Czy może Pan podać przykłady zgłoszeń podjętych przez ratowników wodnych, które napawają dumą dolnośląski WOPR?

– Na początku tego roku nasi ratownicy jako pierwsi, już po czterech minutach od zgłoszenia, dotarli na miejsce zdarzenia i wyciągnęli osobę poszkodowaną z kanału Odry. Podjęli czynności resuscytacji, które już po dwóch, trzech minutach, jeszcze przed przyjazdem innych służb, przywróciły tej osobie czynności życiowe.

Inna równie skuteczna akcja miała miejsce przed kilkoma laty, gdy wiosną ratownicy zostali wezwani do ciała, pływającego we wrocławskim kanale żeglugowym Odry. Dyżurny zespół WOPR już po kilku minutach był na miejscu.

Ratownicy podjęli wówczas z wody młodą kobietę, lecz podczas oględzin stwierdzili, że może to być „świeże utonięcie”. Podjęli resuscytację. Z chwilą przybycia zespołu ratownictwa medycznego jego członkowie przejęli działania, a następnie przetransportowali kobietę do szpitala. Wieczorem ratownik medyczny z tej karetki zadzwonił do dyspozytora WOPR i pogratulował decyzji naszych ludzi o podjęciu resuscytacji. Okazało się, że kobiecie przywrócono funkcje życiowe, a w niedługim czasie pani opuściła szpital.

Tego typu akcje napawają dumą nie tylko ratowników, ale też całe Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz instruktorów, którzy wyszkolili ludzi i przygotowali do podejmowania działań.

Jak to wówczas wpływa na zespół ratowników?

– Każdy ratownik wie, że przejście przez pierwszą akcję z resuscytacją to punkt zwrotny. To moment, po którym z dumą można się nazwać ratownikiem. Ocalenie drugiego człowieka pozostaje w pamięci na zawsze.

A my jesteśmy dumni, że Dolnośląskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe jest jednym z ambasadorów projektu #PijKranówkę i korzysta z niej na co dzień.

WOPR wywiad z Krzysztofem Skrzyniarzem - jak wygląda akcja ratownicza od zgłoszenia do uratowania życia