Strona główna Aktualności Kolarki MAT Atom najlepsze na Ślężańskim Mnichu
  • ambasadorzy
  • wydarzenia

Kolarki MAT Atom najlepsze na Ślężańskim Mnichu

Zawodniczki MAT Atom Deweloper Wrocław triumfowały w 39. edycji wyścigu „Ślężański Mnich Bruki & Szutry”, będącego otwarciem sezonu kolarskiego w Polsce. W kategorii elity całe podium zajęły przedstawicielki naszej jedynej w kraju żeńskiej grupy zawodowej.

Ślężański Mnich to prestiżowy, jednodniowy wyścig kolarski rozgrywany corocznie na początku kwietnia w okolicach Sobótki i góry Ślęży. Jest to wyjątkowe wydarzenie dla całej ekipy MAT Atom Deweloper. Tutaj przecież grupa ma swoje korzenie.

We wspomnianej kategorii elity panie miały do pokonania pięć 16-kilometrowych rund. Triumfowała Sofia Ungerová, druga była Maja Tracka, a trzecie miejsce zajęła Olga Wankiewicz – wszystkie reprezentujące MAT Atom Deweloper Wrocław. W rywalizacji juniorek na podium stanęła z kolei Kinga Słomka (MAT Atom Deweloper), ustępując tylko Amelii Szymańskiej (UKS Copernicus Toruń), a wyprzedzając Czeszkę Michaelę Jiroutkovą.

Rozmawiamy z Pawłem Bentkowskim, byłym kolarzem, obecnie menedżerem i dyrektorem sportowym grupy MAT ATOM Deweloper Wrocław. Wraz z żoną Pauliną Brzeźną-Bentkowską – wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym prowadzą żeńską zawodową grupę kolarek ku zwycięstwom, czego dowodzi sukces na Ślężańskim Mnichu.

Siła poświęcenia dla zespołu

Taki był misterny plan, by nikogo nie dopuścić do elitarnego podium czy to może miła niespodzianka?

– Plan mieliśmy nieco inny, tzn. wygrać po prostu wyścig. Wiedzieliśmy, że jesteśmy nieco lepiej przygotowani od konkurencji, po kilku zagranicznych startach. I chcieliśmy to wykorzystać. Wiadomo też, że kilka dziewczyn musieliśmy poświęcić, bo wszyscy na nas patrzyli.

Pod pojęciem takiej decyzji kryje się, rzecz jasna, obrana taktyka. Bo kolarstwo to gra wybitnie zespołowa, gdzie jedni pomagają drugim, aby odnieść sukces.

– Najpierw musieliśmy zrobić tempo. A więc połowa dziewczyn została oddelegowana do pracy, a druga połowa musiała później wykorzystać tę pracę koleżanek. Wiadomo, że ciężko jest się urwać rywalkom na pierwszych 40 kilometrach, bo inni też przecież trenują i mają swoje ambicje.

Nauka na gorąco

Choć Pana podopieczne zajęły trzy pierwsze miejsca, to poza gratulacjami wysłuchały też za metą kilka cennych uwag.

– Po prostu wyciągamy lekcje z każdego wyścigu. Błędy, które wyłapiemy, staramy się od razu korygować i na bieżąco przekazywać dziewczynom wskazówki. Wtedy się o tym pamięta. Bo za chwilę wszyscy rozjadą się w swoje strony, a gdy spotkamy się za tydzień czy za kilka dni, każdy będzie już sobie układał w głowie kolejny start. Dlatego taką przyjęliśmy zasadę – niedoskonałości omawiać na gorąco. Chcemy, by dziewczyny były gotowe i fizycznie, i taktycznie, gdy niebawem trafią gdzieś na zachód, by kontynuować karierę. Taka praca. A w zasadzie nie praca, lecz pasja. Cieszymy się, że możemy to robić dzięki naszym sponsorom i patronom.

Choć zawodniczki pochodzą z różnych stron Polski, a także z Czech i Słowacji, to wspomniani mecenasi w zdecydowanej większości są z Polski, z Dolnego Śląska.

– Dlatego Ślężańskiego Mnicha zawsze traktujemy priorytetowo. Startowały wszystkie dziewczyny i jest to zazwyczaj pierwszy termin w sezonie, który zaznaczamy na czerwono jako obowiązkowy. Generalnie wszystkie starty na Dolnym Śląsku są dla nas ważne. Tu stacjonują nasi sponsorzy i tu płynie wrocławska kranówka.

Warto podkreślić, że partnerem zespołu MAT Atom Deweloper jest kampania „Pij Kranówkę”, która wspiera rozwój żeńskiego kolarstwa i śledzi sportowe postępy zawodniczek. To nie tylko symboliczne logo na koszulkach, ale realne zaangażowanie w codzienne funkcjonowanie drużyny, promocję zdrowych nawyków oraz idei sięgania po lokalne, ekologiczne rozwiązania – w tym wrocławską kranówkę, która stała się naturalnym „paliwem” atomowych kolarek. Partnerstwo z kampanią „Pij Kranówkę” doskonale wpisuje się w filozofię zespołu, łącząc sport na najwyższym poziomie z edukacją i odpowiedzialnością środowiskową.

Dla Sofii Ungerovej to kolejne zwycięstwo w sezonie. W marcu 20-latka okazała się najszybsza w czeskim Trofeo Cinelli VC Hlohovec. Uchodzi za numer dwa kobiecego kolarstwa na Słowacji, jest w pełni skoncentrowana na treningu, dlatego też może dużo osiągnąć. A co może Pan powiedzieć o Mai Trackiej?

– Maja specjalizowała się wcześniej w wyścigach torowych, była wicemistrzynią świata i mistrzynią Europy orliczek. Szosa w jej przypadku została nieco zaniedbana, ale pracujemy nad odbudowaniem wytrzymałości. Miewa kraksy i pecha, bo udziela jej się czasem bandycka jazda, ale jeśli chce się skutecznie finiszować, to takim „bandytą” trzeba po prostu być. Jeśli ktoś się boi, to nie ma mowy o zwycięskich finiszach.

A jak radzi sobie Olga Wankiewicz, która ma jednak większe doświadczenie w rywalizacji szosowej?

– Pierwszy rok po przejściu z juniorek do orliczek był dla niej szokiem. Okrzepła jednak i jest stabilna, melduje się w pierwszej dziesiątce dużych wyścigów, a do tego trzeba już „mieć coś pod nogą”. Choćby ostatnio – była siódma w bardzo prestiżowym Tour de Mouscron. Brakuje jej jeszcze tylko takiego przełamania, żeby błysnąć na tle ekip worldtourowych. To by bez wątpienia pomogło jej w znalezieniu dobrej grupy za granicą. Bo jeśli, dla przykładu, jakaś belgijska ekipa ma wziąć Polkę jeżdżącą na podobnym poziomie, co Belgijki, to postawi na swoje rodaczki. Po pierwsze to w ich interesie, a po drugie, odchodzi dużo kosztów związanych z logistyką, czyli hotelami, przelotami itd.

Sukcesem było też drugie miejsce Kingi Słomki wśród juniorek.

– Kinga dopiero pokaże, na co ją stać, a my cieszymy się z tego projektu juniorskiego. I żałujemy, że tak późno go stworzyliśmy, bo był to strzał w dziesiątkę. Dziewczyny miały już okazję, by zobaczyć, jak wygląda ściganie na zachodzie. Z Nadią Hartman związaliśmy się w sierpniu zeszłego roku, pojechała już z nami na Tour de Pologne i ten rok zaczęła na dobrym poziomie. A dziewczyny, które nie posmakowały seniorskiego ścigania, przeżywają teraz szok. Niektóre myślą, że skoro były mocne w poprzednim sezonie, to w kolejnym też będą. A to tak nie działa, gdy zmienia się kategorię.

Teraz część dziewczyn wybiera się na Brabancką Strzałę, którą w piątek (17 kwietnia 2026 r.) będzie można śledzić na antenach Eurosportu. De facto, ekipa dzieli się na kilka mniejszych i każda ruszy w swoją stronę, by zdobywać kraj, świat oraz doświadczenie. Jedne dziewczyny czeka Puchar Polski w Lubaniu, juniorki lecą na zawody Pucharu Świata, a jeszcze inne jadą trenować z kadrą Polski, jak mówią w środowisku, na wysokości.

Dodajmy, że wśród mężczyzn najlepszy w Sobótce okazał się Patryk Stosz z Voster Team, a inauguracyjny w tym sezonie wyścig amatorów cyklu VeloBank Via Dolny Śląsk przyciągnął na start około 600 osób.