- ambasadorzy
- woda
Kulisy pracy ratownika WOPR-u, które mogą zaskoczyć
W Polsce w ostatnich latach odnotowuje się ok. 420-440 utonięć rocznie, z czego na Dolnym Śląsku około 38-40. Dla porównania, pod koniec XX wieku liczba ofiar utonięć w naszym województwie potrafiła przekraczać nawet 70 na przestrzeni jednego roku.
– Dlatego obecność Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego jest niezbędna. Rzeki i jeziora to miejsca niestrzeżone, a wypadki zdarzają się od stycznia do grudnia – podkreśla Krzysztof Skrzyniarz, prezes dolnośląskiego WOPR-u.
Z Krzysztofem Skrzyniarzem rozmawiamy o tym, jak ważna i odpowiedzialna jest praca ratownika WOPR oraz jak dzięki niej udaje się zapobiegać wielu tragediom. Nasz rozmówca zdradza kulisy i ciekawostki, które dla osób niezwiązanych z ratownictwem są nie są znane. Opowiada o poświęceniu, wyrzeczeniach, trudnościach, z jakimi ratownicy muszą się czasem mierzyć, a także o prawdziwym powołaniu, które prowadzi ich do służby.
Sezon letni zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim ruszają intensywne przygotowania. To czas, w którym ratownicy wodni mają wyjątkowo dużo pracy, bo sporo osób wybiera wypoczynek nad wodą. A praca ratownika wymaga nie tylko odpowiednich predyspozycji, lecz także szeregu umiejętności, których nie da się opanować z dnia na dzień.
– To zajęcie polega na wielogodzinnej, uważnej obserwacji chronionego obszaru, co samo w sobie jest obciążające fizycznie. Ratownicy pracują często na pływalniach, gdzie temperatury potrafią przekraczać 35°C, a na otwartych akwenach i kąpieliskach dodatkowo są wystawieni na działanie promieni słonecznych – zaznacza Krzysztof Skrzyniarz.
Warto podkreślić, że ratownik WOPR-u podczas siedmio- czy ośmiogodzinnej służby nie może zejść z plaży na przerwę, czy schować się w cieniu. Dlatego tak ważne jest odpowiednie nawodnienie organizmu, aby zachować pełną gotowość do działania i uniknąć osłabienia.
– Wiosłowanie, noszenie sprzętu, nie wspominając o wysiłku związanym z prowadzeniem akcji ratunkowej w wodzie, a następnie akcji resuscytacji – na to wszystko organizm musi być przygotowany. Jeżeli ktoś kiedyś szkoląc się próbował pośredniego masażu serca, to wie, ile wysiłku kosztują dwie, trzy minuty takiej pracy. Występuje też zmęczenie psychiczne, monotonia czy stres przy działaniach ratowniczych. A do tego dochodzi również kontakt i rozmowy z osobami, które łamią zasady bezpiecznego przebywania nad wodą. Dlatego praca ratownika wodnego jest bardzo trudna. Należy też pamiętać, że przeważnie wykonują ją młode, dwudziestokilkuletnie osoby. Niejednokrotnie są to wolontariusze, ratownicy społeczni, którzy poświęcają swój czas, żeby dbać o bezpieczeństwo nad wodą – mówi szef dolnośląskiego WOPR-u.
Jak zatem wygląda typowy dzień WOPR-owca?
– Należy tu wyróżnić trzy grupy. Po pierwsze to ci, którzy pracują od rana do wieczora na krytych pływalniach. Po drugie ci, którzy w sezonie letnim pilnują bezpieczeństwa na kąpieliskach po 8-10 godzin dziennie. Ostatnią grupę tworzą osoby będące przez 24 godziny na dobę w gotowości do niesienia pomocy na wodach otwartych – rzekach, jeziorach i innych akwenach. Ta ostatnia grupa ratowników ma statystycznie najwięcej do czynienia z wypadkami. Na Dolnym Śląsku ratownicy WOPR-u posiadają kilka baz ratowniczych, a centrala z ustawowym dla ratownictwa wodnego numerem alarmowym 984 znajduje się we Wrocławiu i obsługuje cały teren województwa. W bazach ratownicy pracują w systemie zmian dwunastogodzinnych. Przyjmując poranną lub wieczorną zmianę, sprawdzają systemy łączności, sprawność sprzętu, uzupełniają braki w paliwie czy wyposażeniu medycznym. Postępują zgodnie z tzw. checklist’ą, po kolei odhaczając każdą sprawdzaną pozycję – wymienia prezes Skrzyniarz.
W miesiącach zimowych ratownicy pozostają w bazach, czekając na wezwania do działania lub ćwicząc symulowane akcje. W tym czasie przygotowują również i sprawdzają sprzęt. Z kolei od wiosny do jesieni wypływają lub wyjeżdżają w teren, który mają patrolować.
– Często można zobaczyć łodzie WOPR-u pływające we Wrocławiu po Odrze o każdej porze dnia i nocy. Ratownicy prowadzą także patrole naziemne. Jeżdżą samochodami z łodzią na przyczepie lub patrolują nabrzeża na quadach. Ratownicy zwracają wówczas uwagę na wszystkie jednostki znajdujące się na wodzie – od tych najmniejszych, jak kajaki, rowery wodne, czy łodzie wiosłowe do większych z napędem mechanicznym. Monitorujemy także przypadki naruszania zakazów kąpieli, wchodzenia do wody na szlakach żeglugowych oraz w miejscach objętych zakazem pływania – kończy Krzysztof Skrzyniarz.
Ponad 25 lat doświadczenia dolnośląskich patroli WOPR sprawia, że ratownicy doskonale wiedzą, w których miejscach i w jakich okresach ryzyko wypadków nad wodą jest największe. Już wkrótce opowiemy o ich najnowszych działaniach i sukcesach. Podczas długich godzin służby członkowie jednostki nie zapominają o podstawach – regularnie nawadniają się. Dla ambasadorów kranówki odpowiednie nawodnienie to absolutna podstawa, bo jak mało kto wiedzą, do czego może prowadzić odwodnienie. To właśnie ono jest częstą przyczyną osłabienia czy zasłabnięć nad wodą, które mogą skończyć się tragicznie. Dlatego ratownicy nie tylko sami dbają o nawodnienie, ale też stale przypominają o tym innym. #PijKranówkę!


[fot. Rafał Ogrodowczyk]