Ależ passa Rządkowskiego! Został wicemistrzem Europy!

Andrzej Rządkowski (Klub Szermierczy Wrocławianie), ambasador wrocławskiej kranówki, miło będzie wspominał mistrzostwa Europy we francuskim Antony. Nasz florecista wywalczył drugie miejsce, trzymając nas w napięciu do samego końca. Dopiero w pojedynku o złoto zastopował go gospodarz.

Przypomnijmy, że w maju Rządkowski zajął drugie miejsce w zawodach Pucharu Świata Grand Prix w Szanghaju. Przebić się na podium nie było łatwo – musiał rywalizować z 232 florecistami z całego świata. W drodze do finału Wrocławianin pokonał m.in. Amerykanina Aleksandra Chen Massialasa (15:9), trzykrotnego medalistę olimpijskiego (Rio de Janeiro 2016 – srebro indywidualnie, brąz drużynowo, Tokio 2020 – brąz indywidualnie). Dopiero w finale lepszy okazał się Rosjanin Kirył Borodaczew, który wygrał 15:9.

Żołnierz na planszy

Teraz (18.06.2026) we francuskim Antony pokazał, że poprzedni wynik nie był dziełem przypadku, lecz rezultatem zwyżkującej formy. W wieku 29 lat Rządkowski osiągnął dyspozycję, jakiej nie miał nigdy wcześniej. Dość powiedzieć, że wcześniej jego największym sukcesem w zawodach Pucharu Świata była ósma lokata. Komfort i spokojną głowę zapewniają mu teraz wrocławska kranówka oraz przynależność do Wojska Polskiego. Florecista wstąpił do armii, dzięki czemu może skupić się na treningu, bowiem żołnierz również musi utrzymywać wysoką formę. Jednocześnie studiuje, łącząc karierę sportową z niezwykle wymagającymi studiami prawniczymi.

W czwartkowym turnieju indywidualnym mistrzostw Europy Andrzej wykazał się niezwykłą odpornością psychiczną. W walce o wejście do strefy medalowej (najlepszej czwórki) pokonał Węgra Gergo Szemesa po morderczym boju 15:14. Następnie, w pojedynku o awans do ścisłego, dwuosobowego finału, ograł Włocha Filippo Macchiego – ponownie 15:14. Tymczasem w drugim półfinale Francuz Rafael Savin uporał się z Antonem Borodaczewem, bratem Kiryła, 15:11. Stało się jasne, że to Francuz, przedstawiciel gospodarzy, powalczy z naszym reprezentantem o złoto. Ostatecznie Savin zwyciężył 15:10 i to on został najlepszym florecistą Starego Kontynentu. Andrzej, syn byłego pięściarza Gwardii Wrocław cieszy się ze srebrnego medalu. Brawo!

Kolekcja metali szlachetnych

To pierwszy medal mistrzostw Europy zdobyty przez Rządkowskiego indywidualnie. Wcześniej dwukrotnie sięgnął po brąz z biało-czerwoną drużyną (Nowy Sad 2018, Antalya 2022). Był także złotym (indywidualnie) oraz srebrnym (mikst) medalistą Igrzysk Olimpijskich Młodzieży Nankin 2014, a także mistrzem świata kadetów (Płowdiw 2014 – indywidualnie). To, rzecz jasna, nie wszystkie jego osiągnięcia, bo w kolekcji ma też krążki mistrzostw Europy kadetów, juniorów i młodzieżowców czy wiele triumfów w mistrzostwach kraju. A także start drużynowy na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Jeśli ugruntuje swoją dyspozycję i nadal będzie spożywał wartościową wodę, stanie się kandydatem do medalu najbliższych igrzysk w Los Angeles (2028).

Nie zapeszajmy… Na razie gratulujemy występu we Francji. I przypominamy, że przed Rządkowskim oraz Leszkiem Rajskim (przeszedł eliminacje, poległ w fazie pucharowej) jeszcze turniej drużynowy i kolejna szansa na spektakularny sukces (niedziela, 21 czerwca).

Andrzej Rządkowski srebrny Medal mistrzostwa Europy 2026

Andrzej Rządkowski srebrny Medal mistrzostwa Europy 2026

Owocny weekend atomówek. Rządziły na torze i na szosie

Kinga Słomka Mat Atmom Deweloper

Za ekipą MAT Atom Deweloper Wrocław udany weekend. Atomówki zdominowały nie tylko rywalizację torową w czeskim Brnie, ale też zmagania juniorek podczas Pucharu Polski w Koziegłowach.

Czeskie Brno znane jest m.in. jako ośrodek sportów motorowych, gdzie funkcjonuje Automotodrom Brno. W mieście znajduje się również tor kolarski Velodrom Brno (Brněnský velodrom), na którym 13–14 czerwca ambasadorki wrocławskiej kranówki rywalizowały w barwach Polski oraz swojego klubu. Wysiłek się opłacił – zawodniczki zebrały owoce ciężkich treningów.

W Grand Prix Brna (konkurencja madison) zwyciężyły Martyna Szczęsna i Olga Wankiewicz. Drugie miejsce zajęła Maja Tracka w parze z Patrycją Lorkowską, zawodniczką Pacific Toruń. Na piątym miejscu uplasowały się Eliza Rabażyńska i Gabriela Kaczmarczyk, a na szóstym Tamara Szalińska i jej koleżanka z Pacific Toruń – Zuzanna Chylińska.

W konkurencji omnium (wieloboju), najlepsza okazała się Martyna Szczęsna, a tuż za nią uplasowała się Olga Wankiewicz. Szóste miejsce wywalczyła Maja Tracka, natomiast siódme Gabriela Kaczmarczyk.

W Brnie rozegrano również Grand Prix Austrii i tu także jest się czym chwalić. Triumfowała Olga Wankiewicz, a na najniższym stopniu podium stanęła Eliza Rabażyńska. Wspomnieć też należy piątą lokatę Tamary Szalińskiej, szóstą Mai Trackiej i ósmą Gabrieli Kaczmarczyk.

Będzie remont na Poświętnem

– To są dziewczyny, które wiążą swoją przyszłość z kolarstwem torowym, natomiast częściej występują na szosie, bo taka jest forma przygotowań – mówi Paweł Bentkowski, dyrektor sportowy grupy MAT Atom Deweloper Wrocław. Jesienią zawodniczki korzystają też sporadycznie z wrocławskiego toru na Poświętnem, który niebawem przejdzie modernizację.

– Projekt już jest. Ma powstać zadaszenie i drewniana nawierzchnia. Na razie jest betonowa, natomiast lepiej by było, gdyby dziewczyny mogły trenować na takiej, z którą mają do czynienia na zawodach, a więc na drewnianej. Jeśli obiekt przejdzie renowację, będziemy mogli organizować we Wrocławiu imprezy rangi mistrzostw Europy – podkreśla Paweł Bentkowski, który ostatni weekend spędził w Koziegłowach na zawodach z cyklu Pucharu Polski, gdzie też miał powody do dumy.

W jeździe indywidualnej na czas oraz w wyścigu ze startu wspólnego – w rywalizacji juniorek – wygrała Kinga Słomka. Z kolei w kategorii elity trzecie miejsce zajęła Alicja Matuła. Z dobrej strony pokazały się również Agata Sekta, Zofia Glinka, Julia Kołakowska i Aniela Augustyniak.

Czas prawdy na Mazurach

– Kinga pochodzi z Mikołowa na Śląsku. W naszej drużynie ściga się drugi sezon, od kiedy powstała formacja juniorek. Przed rokiem zdobyła we Francji, w tej kategorii wiekowej, brązowy medal mistrzostw Europy w sztafecie mieszanej. Teraz przed nami wyścig ProSeries w Turyngii (Niemcy), a później czeka nas najważniejsza impreza tej części sezonu, mistrzostwa Polski na Mazurach (Biskupiec, Lubawa, Ostróda, 25-28 czerwca). Tam już będzie trudniej niż na Pucharze Polski – informuje nas Paweł Bentkowski.

Kinga Słomka Mat Atmom Deweloper

 Mat Atmom Deweloper Brno

 Mat Atmom Deweloper Brno

 Mat Atmom Deweloper Brno

 Mat Atmom Deweloper Brno

[fot. Mat Atom Deweloper]

Zuzanna Kulińska zostaje. Ślęza kompletuje kolejne ambasadorki kranówki do drużyny

Zuzanna Kulińska Ślęza Wrocław

Koszykarska Ślęza Wrocław ogłosiła, że Zuzanna Kulińska zostaje w klubie na kolejny sezon. Wcześniej na taki krok zdecydowała się pani kapitan – Digna Strautmane. Niebawem kolejne dobre nowiny z KGHM Ślęzy Areny, siedziby zespołu, który w minionym sezonie sięgnął po Puchar Polski.

Gdy przed rokiem Zuzanna Kulińska wiązała się ze Ślęzą, zapytano ją, czy to tylko kolejny przystanek w jej dynamicznej karierze.

– Myślę, że czas pokaże. Choć generalnie jestem osobą lojalną i nie interesuje mnie za bardzo skakanie z klubu do klubu – deklarowała z pewną dozą dystansu, zawodniczka. Dziś czuje się silniej związana z klubem oraz miastem Wrocław.

– Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że Ślęza będzie moim nowym domem. Odnalazłam tu grupę znajomych, bardzo pokochałam miasto i kibiców. Miniony sezon to był czas niezapomnianych chwil i cudownych wspomnień. Poczułam się częścią tutejszej społeczności, poznałam wspaniałych ludzi. Mogliśmy dzielić koszykarskie emocje, zdobyć wspólnie Puchar Polski. I dlatego zostaję we Wrocławiu na kolejny sezon – przekazała Kulińska za pośrednictwem mediów społecznościowych klubu.

Uczyła się za oceanem

Zuzanna Kulińska 5 stycznia skończyła 25 lat, a jej sportowe CV jest już dość bogate. Przed rokiem wychowanka klubu VBW Gdynia przeniosła się do stolicy Dolnego Śląska z Polskiego Cukru AZS-u UMCS-u Lublin. W barwach Ślęzy rozegrała swój trzeci sezon w Orlen Basket Lidze Kobiet. Wcześniej m.in. uczyła się basketu w kolebce dyscypliny, czyli w Stanach Zjednoczonych. Studiując za oceanem, najpierw reprezentowała barwy University of Colorado, a następnie McNeese State University. Na tej drugiej uczelni w ciągu dwóch lat notowała średnio na mecz: 8,8 punktu, 3,5 zbiórki oraz 2,4 asysty.

Po powrocie zza oceanu Zuzanna dołączyła do ekipy mistrzyń Polski z Polkowic i wraz z tamtejszymi dziewczynami obroniła złoto ligowych rozgrywek. Sama rozegrała 21 spotkań ligowych i sześć spotkań w elitarnej Eurolidze. Co ciekawe, najlepszy mecz na krajowych parkietach zaliczyła wówczas przeciwko Ślęzie, zdobywając 13 punktów i pięciokrotnie zbierając piłkę z tablicy. Tym samym zwróciła na siebie uwagę szkoleniowców i szefów wrocławskiego klubu.

Strautmane, Kulińska, kto następny?

Przypomnijmy, że wcześniej we Wrocławiu zdecydowała się zostać Łotyszka Digna Strautmane. W pierwszych dniach czerwca była ona zaabsorbowana walką w mistrzostwach świata 3×3, które odbywały się na Placu Defilad w Warszawie. W finale rywalizacji pań Amerykanki wygrały z Australijkami 21:20, natomiast Łotyszki nie dotarły do strefy medalowej. Polki zakończyły zmagania na fazie grupowej, notując jedno zwycięstwo i trzy porażki. Za to wśród panów triumfowali rodacy Strautmane. Łotysze pewnie pokonali w finale Niemców 20:15.

Strautmane, podobnie jak Kulińska, również zadomowiła się we Wrocławiu.
– Czuję wsparcie na każdym kroku, na dobre i na złe. I oczywiście Wrocław to świetne miejsce do życia – podkreślała. Dlatego w Ślęzie spędzi czwarty z rzędu sezon.

Czekamy na kolejne nazwiska ambasadorek wrocławskiej kranówki, które w nowym sezonie spróbują wrócić na podium mistrzostw Polski.

[fot. Ślęza Wrocław]

Polski Związek Szermierczy wytypował dwóch Wrocławian do Mistrzostw Europy 2026

Leszek Rajski, Andrzej Rządkowski

Zbliżają się czerwcowe mistrzostwa Europy w szermierce, na których wśród zawodników z najdłuższym stażem będzie florecista Klubu Szermierczego Wrocławianie, a jednocześnie ambasador kranówki – Leszek Rajski. Towarzyszyć mu będzie klubowy kolega Andrzej Rządkowski, a także Jan Nowak (AZS AWF Poznań) i Michał Siess (AZS AWFiS Gdańsk).

Pierwotnie szermiercze mistrzostwa Europy 2026 (16-21 czerwca) miały być zorganizowane w stolicy Estonii – Tallinie. Estonia postąpiła godnie ze swoim sumieniem, odmawiając wydania wiz sportowcom z Rosji, tracąc tym samym możliwość organizacji tej imprezy.  Międzynarodowa Federacja Szermiercza (FFE – fr. Fédération Internationale d’Escrime), uznała bowiem, że rosyjscy szermierze mogą walczyć o mistrzostwo Starego Kontynentu, lecz pod neutralną flagą i bez odgrywania narodowego hymnu.

Imprezę przeniesiono do Francji – kraju, z którego pochodzi Rémy Delhomme, obecny prezydent FFE, a w przeszłości czterokrotny medalista mistrzostw świata w szpadzie. Ostatecznie mistrzostwa zorganizuje Antony leżące w aglomeracji paryskiej (departament Hauts-de-Seine).

Po czwarty medal mistrzostw Europy

Do rywalizacji florecistów Polski Związek Szermierczy delegował wspomnianych wcześniej Leszka Rajskiego i Andrzeja Rządkowskiego, a także Jana Nowaka (AZS AWF Poznań) i Michała Siessa (AZS AWFiS Gdańsk). Co ciekawe, między najmłodszym a najstarszym naszym reprezentantem jest spora różnica wieku, bo aż 22 lata. Jan Nowak ma 21 lat, natomiast Leszek Rajski 25 listopada skończy 43 lata. Wiek to jednak żadna przeszkoda w karierze. Rajski jest w formie by wywalczyć sobie awans na najbliższe igrzyska (Los Angeles 2028) i nawet po czterdziestce spełnić swoje marzenie o byciu olimpijczykiem. A, póki co, powalczy o swój czwarty medal mistrzostw Europy. Dotychczasowe trzy wywalczył w formule drużynowej – w Zagrzebiu (2013), Novym Sadzie (2018) i Antalyi (2022).

Gorąco kibicujemy także Andrzejowi Rządkowskiemu, który w maju stanął na drugim stopniu podium Pucharu Świata Grand Prix w Szanghaju, zaliczając swój największy sukces w karierze. On także był członkiem brązowych ekip floretowych z Novego Sadu i Antalyi, a ponadto ma też na koncie m.in. medale Letnich Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Nankinie (2014) – złoty wywalczony w pojedynkę i srebrny w mikście (konkurencji mieszanej). To również olimpijczyk z Paryża (2024).

Turniej indywidualny florecistów odbędzie się 18 czerwca 2026 roku, z kolei drużynowo panowie powalczą o medal trzy dni później. W sumie w mistrzostwach Europy zobaczymy blisko czterystu szermierzy z czterdziestu państw. Ci, którzy chcą obejrzeć rywalizację z bliska, mogą zakupić tygodniowy karnet (sześć dni rywalizacji) z dostępem do wszystkich konkurencji za 300 euro. Ci, którzy wolą przyjechać na jeden dzień lub dwa, zapłacą 55 euro za wszystkie konkurencje danego dnia lub też 23 euro za same eliminacje albo 40 euro za same finały.

Duże szanse na medale mają też aktualna indywidualna wicemistrzyni świata w szabli – Zuzanna Cieślar oraz florecistka Marta Jakubowska, która zajęła trzecie miejsce w Pucharze Świata w Kairze, a także drużyna szablistów, która stanęła na podium Pucharu Świata w Salt Lake City.

Wrocław szermierką stoi

Dodajmy, że szermierka to jedna z dyscyplin, która przynosi najwięcej medali, gdy chodzi o występy polskich sportowców na letnich igrzyskach olimpijskich. Do tej pory szermierze przywieźli z tej imprezy 23 medale, w tym cztery złote, dziewięć srebrnych i dziesięć brązowych. A udział Wrocławia jest w tym dorobku niemały. Wspomnijmy choćby igrzyska w Pekinie (2008), gdzie po srebro drużynowe sięgnęli szpadziści Robert Andrzejuk i Tomasz Motyka – pracownik MPWiK Wrocław. Obaj to wychowankowie trenera Adama Medyńskiego, który z olimpijskiego medalu Biało-Czerwonych cieszył się także wyjątkowo w 1980 roku (Moskwa). Wówczas również srebro zdobyli inni jego podopieczni – Leszek Swornowski, Mariusz Strzałka i Andrzej Lis.

Co ciekawe, pierwszym medalistą olimpijskim z Wrocławia jest właśnie szermierz. Mianowicie w 1956 roku (Melbourne) drużynowym wicemistrzem olimpijskim został szablista Kolejarza Wrocław, Marian Kuszewski, który ten sukces powtórzył cztery lata później w Rzymie. To absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, który pracował też przed laty jako dziennikarz Gazety Robotniczej, obecnej Gazety Wrocławskiej.

Życzymy powodzenia Wrocławianom w Antony!

RZADKOWSKI Andrzej

 

Półmaraton a picie kranówki. Dr Szczepan Dolny obala mity

tarczyński nocny półmaraton fotorelacja i wyniki

Niedawno byliśmy świadkami 12. Tarczyński Nocnego Wrocław Półmaratonu. Każdy z uczestników biegu otrzymał wcześniej bogato wyposażony pakiet startowy, a na trasie czekała na nich nasza wrocławska kranówka, izotoniki oraz drobne przekąski węglowodanowe. Przy tego typu biegach zdarza się, że niektórzy narzekają na problemy żołądkowe. Skąd tego typu dolegliwości? Czy to kwestia źle dobranych posiłków, a może jednak czegoś zupełnie innego? Czasami uczestnicy łączyli je z piciem kranówki. Czy słusznie?

– Ja tego absolutnie nie kupuję – podkreśla dr Szczepan Dolny z Fundacji Twój Lekarz, który postara się nam wyjaśnić, z medycznego punktu widzenia, co dzieje się z organizmem podczas takiego biegu. W poprzedniej rozmowie poznaliśmy Pana doktora jako osobę zaangażowaną w aktywność sportową, w tym również bieganie. Wspólnie obalimy mity, które krążą wokół kranówki.

Skąd, Panie Doktorze, pojawiające się problemy żołądkowe w czasie biegania maratonów czy półmaratonów? – pytamy Szczepana Dolnego.

Jest kilka czynników, które generują zaburzenia układu pokarmowego w trakcie wysiłku. Otóż mamy dwa układy działające przeciwstawnie – parasympatyczny (inaczej przywspółczulny) i sympatyczny (współczulny). Pierwszy odpowiada za wszystkie podstawowe mechanizmy naszego organizmu. Gdy jesteśmy w sytuacji stabilnej, a więc kiedy jesteśmy spokojni i mamy niskie tętno, podobnie jak oddech.

Z kolei układ sympatyczny, odpowiada za mobilizację organizmu, szczególnie w sytuacjach stresowych. Za dylemat – walka albo ucieczka. Bieg w półmaratonie również jest stresem dla naszego organizmu, dlatego wtedy uaktywnia się układ sympatyczny. Mamy przyspieszone bicie serca, wspomaganie wymiany gazowej czy lepsze ukrwienie mięśni. Aby te mięśnie były prawidłowo ukrwione i gotowe do działania, to zaczyna wyłączać się układ pokarmowy. Dlatego problemy żołądkowo-jelitowe w takiej sytuacji są czymś naturalnym.

Mamy teraz na rynku dostępnych wiele „nowoczesnych wynalazków” jak: żele/izotoniki itp.? Czy są one dobre dla naszego organizmu w czasie biegu?

No właśnie. Mamy różne preparaty, które uczestnicy takich długich, wymagających biegów stosują. O ile izotoniki są delikatniejsze w działaniu, o tyle żele już mniej, ze względu na wysoką zawartość węglowodanów.

Czy możemy je jeść w takim razie w trakcie biegu?

Możemy, ale należy pamiętać o jednym, że sportowcy szykujący się do maratonów czy półmaratonów ćwiczą nie tylko mięśnie, ale również układ pokarmowy. Dlatego jedzą podczas treningu, żeby nauczyć się trawić w trakcie wysiłku. Zatem również na treningach stosują swoje żele, by przyzwyczaić układ pokarmowy do działania w sytuacjach stresowych. I kolejna ważna kwestia – ludzie często eksperymentują w trakcie zawodów, stosując np. żele innej firmy niż wcześniej, które nie są przez nich sprawdzone. A wcześniej przyzwyczaili organizm do czegoś innego. To również może wygenerować zaburzenia.

Wróćmy do Wrocławskiego Nocnego Półmaratonu. Spotkaliśmy się z relacjami uczestników, że mieli problemy żołądkowe, bo chyba „przedobrzyli”. Myśląc przez cały dzień o wieczornym starcie, by niczego nie zabrakło organizmowi, dużo pili i dużo jedli przed startem. To w połączeniu z kolejnymi płynami i pokarmami przyjmowanymi na trasie, a także z wysiłkiem i ze stresem mogło dać efekt odwrotny od oczekiwanego?

Zgadza się. To również mogło się przyczynić do zaburzeń. Poza tym nocne bieganie ma też związek z zegarem biologicznym. Wieczór, noc to czas na regenerację organizmu i odpoczynek, a bieg dodatkowo utrudnia trawienie w godzinach późno-wieczornych. Często nie jesteśmy w stanie tego przezwyciężyć. Choć nie jestem ani fizjologiem sportowym, ani profesjonalnym trenerem, niemniej z tego, co pamiętam, istnieje zasada, że w przypadku maratonu powinniśmy się nawadniać co 20, 40 minut, ale przyjmując niewielkie ilości płynu, po 200-300 mililitrów. Bardzo istotne jest również to, by spożywając żele popijać je wodą, a nie izotonikiem, ponieważ to dodatkowe węglowodany. Zresztą, jeśli bieg trwa około dwóch godzin, to jesteśmy w stanie wytrzymać nawet bez picia.

A czy Pan biegł w jakimś półmaratonie, a może nawet maratonie?

Moje doświadczenie z półmaratonami nie jest wielkie. Przebiegłem tylko jeden, ale jeden z trudniejszych, bo Półmaraton Ślężański, po górach. Biegłem z własną wodą w kamizelce, a w czasie całego dystansu przyjąłem w sumie może 500 mililitrów płynu i to w zupełności wystarczyło.

Ale przecież każdy organizm jest inny.

Właśnie. Dla mnie nie jest żadnym problemem, by w czasie dłuższego biegu przejść po prostu z metabolizmu węglowodanowego w metabolizm tłuszczowy i w ten sposób pobierać energię. Zatem mogę przez dłuższy czas nie jeść i nie będę odczuwał spadku mocy. U innych może się jednak pojawić tzw. „ściana”. Układ sercowo-naczyniowy nadal jest gotowy do działania, ale mięśnie już odmawiają posłuszeństwa. Moja fizjologia jest nieco inna i nie muszę dostarczać organizmowi węglowodanów. Gdy chodzi o maratony, sytuacja jest już nieco inna. Ponieważ bardziej się pocimy, powinniśmy nie tylko więcej pić, ale i uzupełniać elektrolity. W tym wypadku nawadnianie odgrywa dodatkową rolę, bo pełni również funkcję transportową.

Mam znajomych, którzy uprawiają sport ekstremalny, rywalizują w triathlonowym ironmanie, i oni mówią, że problemy żołądkowo-jelitowe są tam standardem. Koleżanka startowała nawet w słynnym iron manie w Kona na Hawajach. To dziesięć godzin wysiłku. Najpierw pływanie i jazda na rowerze, a na koniec jeszcze maraton do przebiegnięcia. I tam również ludzie zmagali się z podobnymi problemami.

Zatem, reasumując, teoria o trefnej kranówce jest w mojej ocenie mocno naciągana. Gdyby rzeczywiście był jakiś problem, to odczulibyśmy go na co dzień, a nie tylko w trakcie półmaratonowej rywalizacji. Dlatego na koniec dodam, że zachęcam bardzo do regularnego uprawiania sportu, bo dzięki temu możemy zyskać naprawdę dużo dla zdrowia, ochronę dla stawów i układu kostnego. Tego dowodzą badania. To nieprawda, że np. bieganie niszczy stawy kolanowe. Powtórzę, uprawianie sportu działa ochronnie. Choć, oczywiście, jeśli ciężko trenujemy, to i równie „ciężko” powinniśmy odpoczywać. Bo, jak już mówiliśmy wcześniej, sport jest zdrowy, ale to dawka może uczynić ze zdrowych rzeczy truciznę.

dr Szczepan Dolny

dr Szczepan Dolny

XXI Mistrzostwa w Sporcie Pożarniczym

XXI Mistrzostwa Województwa Dolnośląskiego w Sporcie Pożarniczym

Mistrzostwa Województwa Dolnośląskiego w Sporcie Pożarniczym to zawody, które pokazują umiejętności strażaków, ich sprawność fizyczną, precyzję działania oraz zdolność pracy zespołowej. Dla odwiedzających to doskonała okazja, by zobaczyć strażaków w akcji oraz bliżej poznać sprzęt wykorzystywany podczas działań ratowniczych.

We wtorek, 9 czerwca 2026 r., na stadionie przy ul. Lotniczej, odbyła się XXI edycja mistrzostw. W zawodach wzięły udział jednostki z całego Dolnego Śląska, w tym strażacy z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Od miesiąca są oni ambasadorami naszej kampanii #PijKranówkę i wspólnie pokazujemy, że woda to nie tylko źródło życia, ale także element bezpieczeństwa – zarówno na co dzień, jak i w sytuacjach, gdy liczy się każda sekunda. Ta współpraca jest częścią szerszych działań w ramach programu „Bezpieczny Wrocław”, w którym łączymy siły z miejskimi służbami, aby jeszcze skuteczniej dbać o mieszkańców – od edukacji po realne wsparcie w trudnych momentach.

Na starcie stanęli najlepsi zawodnicy z całego regionu, mierząc się w widowiskowych konkurencjach sprawdzających szybkość, siłę i współpracę zespołową – dokładnie takie cechy są niezbędne w prawdziwych akcjach ratowniczych.

Podczas zawodów dbaliśmy o nawodnienie tych, którzy na co dzień dbają o nasze bezpieczeństwo. W barze wodnym na strażaków i uczestników czekała orzeźwiająca kranówka, bo w tak wymagającej rywalizacji liczą się sekundy, forma i… dobre nawodnienie.

Zobaczcie fotorelację z tego wydarzenia.

[fot. Sebastian Borowski]

Mistrzostwa Polski seniorów we florecie – Wrocławianie na podium

Trzy medale przywieźli floreciści Klubu Szermierczego Wrocławianie z najważniejszej krajowej imprezy w roku – indywidualnych oraz drużynowych mistrzostw Polski seniorów.

Rywalizacja odbyła się w weekend (30-31.05.2026 r.) w Warszawie. Tradycyjnie rozpoczęto od zmagań indywidualnych, w których najbardziej kibicowaliśmy naszym ambasadorom Leszkowi Rajskiemu i Andrzejowi Rządkowskiemu. To jedni z najlepszych obecnie polskich florecistów, których dzieli spora różnica wieku. Rajski w listopadzie skończy 43 lata, co jednak nie przeszkadza mu w rozwoju kariery sportowej. Jego celem jest start na igrzyskach olimpijskich, a najbliższa okazja pojawi się w 2028 roku w Los Angeles. Rządkowski natomiast jest o czternaście lat młodszy od Leszka. Ostatnio informowaliśmy o jego życiowym sukcesie, drugim miejscu w zawodach Pucharu Świata Grand Prix, rozegranych w Szanghaju.

Brąz Rajskiego i Rządkowskiego. Wrocławianie na podium

W Warszawie Rajski świetnie radził sobie w walkach grupowych, a następnie pokonał m.in. klubowego kolegę, Maxime’a Tarasiewicza. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa – Maxime to syn Ryszarda Tarasiewicza, byłego wybitnego reprezentanta Polski oraz zawodnika Śląska Wrocław, uznawanego za ikonę Wojskowego Klubu Sportowego Śląsk.

Rajski potknął się dopiero w półfinale, przegrywając z gdańszczaninem Michałem Siessem (11:15), olimpijczykiem z Paryża. Oznaczało to, że nasz zawodnik będzie się musiał zadowolić brązowym medalem. Ten stopień podium współdzielił jednak z Rządkowskim.

Andrzej to również olimpijczyk z Paryża, a pierwsze szermiercze kroki stawiał w Kolejarzu Wrocław, sięgając po medale mistrzostw Polski w młodszych kategoriach wiekowych pod okiem trenera Zbigniewa Koerbera. Przez warszawski turniej szedł jak burza, a godnego siebie rywala – podobnie jak Rajski – znalazł dopiero w półfinale. Wówczas na jego drodze stanął młody Jan Nowak z Poznania i po morderczym pojedynku pokonał Rządkowskiego (15:14), któremu przypadł brąz (w szermierce przyznają dwa medale brązowe). Co ciekawe, w zeszłorocznych mistrzostwach Polski rywal z Poznania również dał się we znaki Wrocławianom. Wtedy to pokonał o ponad dwie dekady starszego Rajskiego w walce o złoto.

Jedenaste miejsce zajął w stolicy Maxime Tarasiewicz, a trzynaste Paweł Szumielewicz.

W turnieju drużynowym podopieczni Krzysztofa Głowackiego i Piotra Stasiewicza, ambasadorzy wrocławskiej kranówki, sięgnęli po srebro. W finale lepszy okazał się AZS AWF Poznań, wygrywając 45:38. Nasi bili się w żelaznym składzie: Rajski, Rządkowski, Szumielewicz i Tarasiewicz.

Jak i gdzie nauczyć się szermierki?

Jeśli chcecie, by Wasze dzieci poszły śladami wrocławskich florecistów, zapraszamy do Szermierczej Sportowej Szkoły Podstawowej nr 85 im. prof. Mariana Suskiego przy ul. Traugutta 37. Klub Szermierczy Wrocławianie współpracuje ściśle z tą placówką. Zlokalizowana na Przedmieściu Oławskim szkoła ma przyjazny charakter. Jej dużym atutem jest także kameralna społeczność – nikt nie pozostaje tu anonimowy, wszyscy dobrze się znają. Nauczyciele i uczniowie żartują nawet, że pani ze stołówki doskonale wie, które dzieci nie przepadają za koperkiem.

Dlaczego warto wybrać szermierkę? Bo uczy myślenia strategicznego. Te umiejętności uczniowie przekładają później na historię, matematykę, a nawet na techniki negocjacji o…  oceny. W SP 85 kadra nauczycielska potrafi odkrywać nie tylko sportowe talenty. Przekazują wiedzę, jak zdobywać medale, ale także w pokorze przegrywać z klasą. I jak podnosić się i walczyć dalej.

– Szermierka to szachy w ruchu. Uczy dyscypliny, szacunku do rywala i panowania nad emocjami. A nasza kadra? Cóż, wychowaliśmy niejednego mistrza – podkreśla Paweł Szumielewicz, który wciąż jest czynnym zawodnikiem, ale i prowadzi zajęcia z młodzieżą. Podobnie jak Leszek Rajski. Zatem w tej szkole wiedzę możecie czerpać od najlepszych.

Mówią, że szermierka w SP 85 to trafiony wybór na przyszłość. Zatem trenuj i spożywaj napój mistrzów kampanii #PijKranówkę.

[fot. Klub Szermierczy Wrocławianie]

Orlen AMP Futbol Ekstraklasa – „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, będziem mistrzami”

Pokonać Wisłę, pokonać Wartę, i być mistrzami – taki był plan wrocławskich AMP futbolistów przed turniejem Orlen AMP Futbol Ekstraklasy w Poznaniu (30-31.05.2026 r.). Wartę udało się rozgromić, Wisły, niestety, nie. Ale piłka wciąż jest w grze.

Rozgrywki Orlen AMP Futbol Ekstraklasy ruszyły pod koniec marca w Warszawie. Wówczas nasi ambasadorzy kolejno rozgromili Zawiszę Bydgoszcz 14:0, przegrała z Rekord AMP Futbolem Bielsko-Biała 1:2, by na koniec pewnie ograć Stal Rzeszów 3:0. Wisła Kraków, najgroźniejszy rywal wrocławian w walce o mistrzostwo Polski, też zgubiła punkty, remisując z bielszczanami.

„Przejdziem Wartę”

W stolicy Wielkopolski turniej rozgrywano na treningowych boiskach Warty Poznań. Zielono-Biało-Czerwoni nie dali gospodarzom najmniejszych szans, zwyciężając aż 12:1 (3:0). Gole dla wrocławian zdobywali: Mohcine Chrharh 4 (3, 22, 32, 39), Łukasz Mazurowski 3 (4, 26, 35), Ilyass Sbiyaa 3 (20+3, 38, 40), Maks Moroz (27) oraz Marcin Oleksy (30).

Bramka Marcina Oleksego była symboliczna, ponieważ był on zawodnikiem Warty Poznań, a teraz gra u boku wrocławian. Niezwykłą popularność przyniósł mu gol zdobyty nożycami w 2022 roku, gdy bronił barw Warty w spotkaniu ze Stalą Rzeszów. Dzięki temu efektownemu uderzeniu, podczas gali Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) w 2023 roku w Paryżu. Oleksy odebrał tam nagrodę FIFA Puskás Award za Bramkę Roku. W finale plebiscytu pokonał Francuza Dimitrija Payeta oraz Brazylijczyka Richarlisona, gwiazdy światowego futbolu 11-osobowego.

W miniony weekend (30-31 maja) 39-letni Oleksy pełnił funkcję trenera zespołu, po tym, jak ze stanowiskiem pożegnał się w ostatnim czasie marokański szkoleniowiec Otmane Ennajmi, zaangażowany m.in. w proces opracowywania systemu rozwoju fizycznego AMP-futbolistów. Zajmuje się on nauką o sporcie i optymalizuje wydajność treningu. Obecnie trwa poszukiwanie nowego trenera, który zastąpi utytułowanego Ennajmiego. Przypomnijmy, że z reprezentacją Maroka wywalczył on m.in. piąte miejsce na Mistrzostwach Świata w Turcji (2022), a także drugie w Pucharze Afryki (Egipt 2024).

”Przejdziem Wisłę”

W drugim swoim meczu wrocławianie zwyciężyli z Legią Warszawa 1:0, a na listę strzelców wpisał się Sbiyaa (4). Na rozkładzie pozostała już więc tylko krakowska Wisła, która w dwóch pierwszych spotkania nie straciła bramki, za to rywalom wbiła dziewięć. Najpierw Biała Gwiazda pokonała Stal Rzeszów 3:0, a następnie ograła gospodarzy – Wartę Poznań 6:0. Dwa gole zdobył w tych spotkaniach Turek Ömer Güleryüz, mistrz Europy i świata, uznawany za najlepszego AMP-futbolistę globu. W spotkaniu ze Śląskiem na listę strzelców już się nie dopisał, ale uczynili to koledzy. Krakowianie wygrali ze Śląskiem 4:0 i to oni są teraz bliżej mistrzowskiego tytułu.

Przed nami jednak jeszcze cztery turnieje – najbliższy w Krakowie (27-28.06), a kolejny we Wrocławiu (22-23.08). Zatem na boisku będzie iskrzyć. Przyda się sporo orzeźwiającej kranówki. Pozostałe weekendowe rundy zaplanowano w Rzeszowie (12-13.09) i Bydgoszczy (26-27.09).

W tegorocznych rozgrywkach o mistrzostwo kraju i awans do Ligi Mistrzów EAFF rywalizuje siedem drużyn: poza Śląskiem to Legia Warszawa, Zawisza Bydgoszcz, Stal Rzeszów, Rekord Kuloodporni Bielsko-Biała, Warta Poznań i Wisła Kraków. Transmisje ze spotkań są dostępne na kanale YouTube Amp Futbol Polska, w aplikacji mobilnej TVP Sport oraz na sport.tvp.pl.

Trzymamy kciuki za ambasadorów kampanii #PijKranówkę.

Legenda Wrocławia z nową kartą. Strautmane zostaje w Ślęzie

Digna Strautmane w kadrze Ślęzy Wrocław 2026/2027

Wrocławska kranówka słynie ze swojej wysokiej jakości. Jest kontrolowana na każdym etapie – od momentu ujmowania surowca aż po dopływ do kranu. Niewielu zdaje sobie sprawę, że woda ta pochodzi z rzek mających swoje źródła w rejonach Sudet – Nysy Kłodzkiej oraz Oławy.

Wrocław jest też kojarzony z inną rzeką – Ślęzą. Jej nazwa od dekad związana jest z jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta – klubem sportowym Ślęza, założonym w 1945 roku.

Flagową sekcją Ślęzy jest żeńska drużyna koszykówki, należąca do krajowej czołówki. Jej władze właśnie ogłosiły, że w kolejnym sezonie we Wrocławiu nadal występować będzie Digna Strautmane.

Ślęza Wrocław to część miejskiego dziedzictwa – niemal jak rodowe srebra stolicy Dolnego Śląska. Klub powstał zaledwie pięć tygodni po kapitulacji Festung Breslau, 16 czerwca 1945 roku, stając się symbolem nowego, powojennego Wrocławia. A dziś łączy tradycje z nowoczesnością, rozgrywając domowe mecze w nowiutkiej KGHM Ślęzie Arenie na Kłokoczycach, gdzie organizowane są także zawody lekkoatletyczne.

Wrocławianki aż dwanaście razy kończyły sezon z medalem mistrzostw Polski. Najlepszymi koszykarkami kraju okazały się dwukrotnie – w sezonach 1986/87 oraz 2016/17. Za pierwszym razem drużynę prowadził Zbigniew Fajbusiewicz, a o jej sile stanowiły Mariola Pawlak, Daniela Jakóbczyk, Krystyna Zagórska, Violetta Kuźbik oraz Teresa Kępka-Swędrowska, której imieniem nazwano ostatnio jeden z tramwajów jeżdżących po Wrocławiu (więcej przeczytasz tutaj). Za drugim złotem stoi już obecny szkoleniowiec drużyny Arkadiusz Rusin, a jego zawodniczkami były wówczas m.in. Nikki Greene, Sharnee Zoll, Patrycja Jaworska, Agnieszka Kaczmarczyk, Marissa Kastanek, Agnieszka Majewska, Zuzanna Sklepowicz, Agnieszka Skobel czy Małgorzata Zuchora.

Do klubowej kolekcji ślęzanki wprowadziły także cztery wicemistrzostwa (1981/82, 1983/84, 1984/85, 1985/86) oraz sześć brązowych medali mistrzostw Polski (1992/93, 2000/01, 2001/02, 2015/16, 2017/18, 2024/25). Niedoścignione w tym rankingu pozostają zawodniczki Wisły Kraków, które mają na koncie 25 tytułów mistrzyń kraju.

Pierwsze takie trofeum

Miniony sezon również był dla ambasadorek wrocławskiej kranówki wyjątkowy, ponieważ zdobyły Puchar Polski po finałowej wygranej z KSSSE Enea AJP Gorzów Wlkp. 87:68. To pierwsze takie trofeum w historii klubu. Rozgrywki ligowe zakończyły na czwartym miejscu, bo w walce o brąz lepsze okazały się zawodniczki z Gorzowa.

Teraz rozpoczęło się kompletowanie składu ekipy na kolejny sezon Orlen Basket Ligi Kobiet. Na początek klub poinformował o przedłużeniu umowy z Digną Strautmane. Dla 27-letniej reprezentantki Łotwy będzie to więc czwarty sezon w żółto-czerwonych barwach. Brakuje jej już tylko piętnastu spotkań, by mieć na liczniku sto ligowych występów we wrocławskim klubie.

„Bardzo rzadko zdarza się, aby w jakimkolwiek polskim klubie zagraniczna koszykarka występowała tak długo, jak Digna Strautmane w 1KS-ie. Obecnie jedyną aktywną zawodniczką, która na lata zadomowiła się w swoim zespole jest Jovana Popović. Jeśli Serbka przedłuży kontrakt z Eneą AZS-em Politechniką Poznań, to będzie już siódmy sezon z rzędu w barwach wicemistrzyń Polski. Łotewska skrzydłowa Ślęzy we wrześniu rozpocznie swoje czwarte rozgrywki w żółto-czerwonych barwach i wszystko wskazuje na to, że po ich zakończeniu będzie najdłużej grającą dla żółto-czerwonych koszykarką z zagranicy” – pisze na swojej stronie internetowej Ślęza Wrocław.

Pewne sprawy trzeba dokończyć…

A co po przedłużeniu umowy na sezon 2026/27 powiedziała Strautmane?

– Wiem, że cztery lata w jednym klubie dla zawodniczki zagranicznej to coś nietypowego, ale dla mnie Ślęza to więcej niż klub. Czuję wsparcie na każdym kroku, na dobre i na złe. I oczywiście Wrocław to świetne miejsce do życia. Ale czuję też, że mam tutaj niedokończone sprawy po tym, jak po raz kolejny zakończyliśmy sezon na czwartym miejscu. Miałyśmy naprawdę dobrą drużynę, ale ostatecznie nie byłyśmy w stanie zrealizować naszych celów. To daje mi motywację do tego, aby wrócić tutaj w kolejnym sezonie – podkreśliła kapitan zespołu, która średnio zdobywała 11,4 pkt na mecz.

Już 1 czerwca na Placu Defilad w Warszawie rozpoczną się mistrzostwa świata w koszykówce 3×3, a Digna będzie reprezentowała Łotwę. Na początek czekają ją grupowe starcia z Chinami, Niemcami, Włochami oraz Filipinami. Biało-Czerwone również powalczą przed Pałacem Kultury i Nauki. W grupie czekają na nas Holandia, Azerbejdżan, Czechy i Madagaskar. Impreza potrwa do 7 czerwca. Ten rodzaj basketu zadebiutował na igrzyskach olimpijskich w 2020 roku i zyskuje kolejne rzesze kibiców, m.in. dzięki niesamowitej dynamice oraz intensywności gry.

Światowa kariera

Mierząca 188 cm Strautmane ma już na koncie grę w różnych klubach rozrzuconych po całym swiecie. Wiele lat spędziła grając i studiując w Stanach Zjednoczonych (Syracuse Orange, Georgia Tech Yellow Jackets), a później reprezentując także kluby z Australii (Ringwood Hawks) i Grecji (Olympiakos Pireus). Ku chwale Ślęzy gra od 2023 roku.

Niebawem poznamy kolejne wieści transferowe z wrocławskiego klubu. Być może poznamy całkiem nowe ambasadorki kampanii #PijKranówkę, które dołączą do Ślęzy.

Digna Strautmane w kadrze Ślęzy Wrocław 2026/2027

Digna Strautmane w kadrze Ślęzy Wrocław 2026/2027

[fot. źródło: Ślęza Wrocław]

Atomówki nie zwalniają tempa – weekend pełen sukcesów

Kolarki MAT Atom Deweloper Wrocław nie zjeżdżają ze zwycięskiej ścieżki. Olga Wankiewicz wygrała ostatnio klasyfikację punktową wyścigu Sportland Niederösterreich Women Tour w Austrii rozgrywanego w dniach 22-25 maja 2026 roku. Z kolei Linda Sitkova okazała się dwukrotnie najlepsza podczas rozegranych w Zielonej Górze zawodów z cyklu Pucharu Polski (23-24 maja 2026).

Sportland Niederösterreich Women Tour w Austrii

Początek austriackiej rywalizacji był w wykonaniu naszych ambasadorek był dość spokojny. Pierwszy etap Ula Sipko zakończyła na czternastym miejscu, natomiast Maja Tracka na piętnastym. Jak to jednak w kolarstwie bywa, niekiedy trzeba się rozkręcić i to dosłownie. Tak też było w przypadku podopiecznych Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej, Pawła Bentkowskiego i Katarzyny Wilkos. Drugi etap wygrała Olga Wankiewicz, a Maja Tracka przyjechała na metę za koleżanką z grupy. Cały zespół wykonał tego dnia ogromną pracę, wkładając w wyścig mnóstwo sił i zaangażowania.

Trzeciego dnia rywalizacji atomówki nie zwolniły tempa. Po znakomitej, solowej akcji zwyciężyła Maja Tracka, Wankiewicz zajęła trzecie miejsce, a wysokie lokaty dorzuciły także Gabriela Kaczmarczyk (piąta) i Ula Sipko (siódma). Dzięki temu Wankiewicz umocniła się również na pozycji liderki klasyfikacji punktowej.

Po czwartym, ostatnim etapie okazało się, że Maja Tracka ukończyła wyścig na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej, natomiast Olga Wankiewicz utrzymała prowadzenie w klasyfikacji punktowej.

Brawa za wykonaną pracę należą się całemu zespołowi – także najmłodszym zawodniczkom: Kindze Słomce, Julii Pośpiech i Agacie Sekcie, które z powodzeniem podjęły rywalizację w seniorskiej stawce.

Olga Wankiewicz

Olga Wankiewicz

Puchar Polski w Zielonej Górze

Dodajmy, że podczas gdy jedna grupa ścigała się w Austrii, to druga część ekipy walczyła w zielonogórskim Pucharze Polski. Również z sukcesami. W jeździe indywidualnej na czas (elita kobiet) trzecie miejsce zajęła Tamara Szalińska, z kolei Linda Sitkova wygrała czasówkę w kategorii juniorek.

Nazajutrz Linda poszła za ciosem – ponownie pokazała swoją siłę i, przy świetnym wsparciu koleżanek z drużyny, sięgnęła po kolejne zwycięstwo. Tym razem triumfowała w wyścigu ze startu wspólnego.

Sportowe ryzyko

Atomówki zasługują na szczególne uznanie. Wybrały dyscyplinę niezwykle wymagającą, która oprócz żelaznej kondycji i ogromnego poświęcenia niesie ze sobą także spore ryzyko. Ostatnio, po serii groźnych wypadków, w mediach sporo mówiło się o kwestiach bezpieczeństwa w rywalizacji żużlowców.

Tymczasem kolarstwo, wbrew pozorom, potrafi być równie niebezpieczne. Kolarze mają znacznie lżejsze zabezpieczenia niż zawodnicy sportów motorowych. Korzystają głównie z kasków i odzieży, która nie chroni w takim stopniu jak pełne kombinezony i ochraniacze żużlowców. Wynika to z konieczności ograniczania wagi i zachowania aerodynamiki.

Dodatkowo rowery wyposażone są w bardzo wąskie opony, co przekłada się na mniejszą stabilność. Kolarzy chronią jedynie kaski, które są lekkie i zaawansowane technologicznie. Podczas zjazdów zawodnicy potrafią osiągać prędkości przekraczające 100 km/h, a trasy, po których się poruszają, nie są zabezpieczone bandami, jak ma to miejsce na torach żużlowych. Sportowcy powiadają „do 120 km/h chroni nas św. Krzysztof, powyżej 120 km/h już tylko św. Piotr…

To był kolejny weekend potwierdzający, że atomówki należą dziś do ścisłej czołówki, łącząc sportową klasę z odwagą i determinacją.


Puchar Polski w Zielonej Górze

Puchar Polski w Zielonej Górze