Atomówki nie zwalniają tempa – weekend pełen sukcesów

Kolarki MAT Atom Deweloper Wrocław nie zjeżdżają ze zwycięskiej ścieżki. Olga Wankiewicz wygrała ostatnio klasyfikację punktową wyścigu Sportland Niederösterreich Women Tour w Austrii rozgrywanego w dniach 22-25 maja 2026 roku. Z kolei Linda Sitkova okazała się dwukrotnie najlepsza podczas rozegranych w Zielonej Górze zawodów z cyklu Pucharu Polski (23-24 maja 2026).

Sportland Niederösterreich Women Tour w Austrii

Początek austriackiej rywalizacji był w wykonaniu naszych ambasadorek był dość spokojny. Pierwszy etap Ula Sipko zakończyła na czternastym miejscu, natomiast Maja Tracka na piętnastym. Jak to jednak w kolarstwie bywa, niekiedy trzeba się rozkręcić i to dosłownie. Tak też było w przypadku podopiecznych Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej, Pawła Bentkowskiego i Katarzyny Wilkos. Drugi etap wygrała Olga Wankiewicz, a Maja Tracka przyjechała na metę za koleżanką z grupy. Cały zespół wykonał tego dnia ogromną pracę, wkładając w wyścig mnóstwo sił i zaangażowania.

Trzeciego dnia rywalizacji atomówki nie zwolniły tempa. Po znakomitej, solowej akcji zwyciężyła Maja Tracka, Wankiewicz zajęła trzecie miejsce, a wysokie lokaty dorzuciły także Gabriela Kaczmarczyk (piąta) i Ula Sipko (siódma). Dzięki temu Wankiewicz umocniła się również na pozycji liderki klasyfikacji punktowej.

Po czwartym, ostatnim etapie okazało się, że Maja Tracka ukończyła wyścig na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej, natomiast Olga Wankiewicz utrzymała prowadzenie w klasyfikacji punktowej.

Brawa za wykonaną pracę należą się całemu zespołowi – także najmłodszym zawodniczkom: Kindze Słomce, Julii Pośpiech i Agacie Sekcie, które z powodzeniem podjęły rywalizację w seniorskiej stawce.

Olga Wankiewicz

Olga Wankiewicz

Puchar Polski w Zielonej Górze

Dodajmy, że podczas gdy jedna grupa ścigała się w Austrii, to druga część ekipy walczyła w zielonogórskim Pucharze Polski. Również z sukcesami. W jeździe indywidualnej na czas (elita kobiet) trzecie miejsce zajęła Tamara Szalińska, z kolei Linda Sitkova wygrała czasówkę w kategorii juniorek.

Nazajutrz Linda poszła za ciosem – ponownie pokazała swoją siłę i, przy świetnym wsparciu koleżanek z drużyny, sięgnęła po kolejne zwycięstwo. Tym razem triumfowała w wyścigu ze startu wspólnego.

Sportowe ryzyko

Atomówki zasługują na szczególne uznanie. Wybrały dyscyplinę niezwykle wymagającą, która oprócz żelaznej kondycji i ogromnego poświęcenia niesie ze sobą także spore ryzyko. Ostatnio, po serii groźnych wypadków, w mediach sporo mówiło się o kwestiach bezpieczeństwa w rywalizacji żużlowców.

Tymczasem kolarstwo, wbrew pozorom, potrafi być równie niebezpieczne. Kolarze mają znacznie lżejsze zabezpieczenia niż zawodnicy sportów motorowych. Korzystają głównie z kasków i odzieży, która nie chroni w takim stopniu jak pełne kombinezony i ochraniacze żużlowców. Wynika to z konieczności ograniczania wagi i zachowania aerodynamiki.

Dodatkowo rowery wyposażone są w bardzo wąskie opony, co przekłada się na mniejszą stabilność. Kolarzy chronią jedynie kaski, które są lekkie i zaawansowane technologicznie. Podczas zjazdów zawodnicy potrafią osiągać prędkości przekraczające 100 km/h, a trasy, po których się poruszają, nie są zabezpieczone bandami, jak ma to miejsce na torach żużlowych. Sportowcy powiadają „do 120 km/h chroni nas św. Krzysztof, powyżej 120 km/h już tylko św. Piotr…

To był kolejny weekend potwierdzający, że atomówki należą dziś do ścisłej czołówki, łącząc sportową klasę z odwagą i determinacją.


Puchar Polski w Zielonej Górze

Puchar Polski w Zielonej Górze

Dr Szczepan Dolny o wrocławskiej kranówce

W rozmowie z dr Szczepanem Dolnym z Fundacji Promocji Zdrowia „Twój Lekarz”, będącej ambasadorem projektu #PijKranówkę, poruszamy temat ogromnego wpływu odpowiedniego nawodnienia na funkcjonowanie organizmu.

Lekarz zwraca również uwagę, że wrocławska kranówka spełnia rygorystyczne wymagania określone w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Oznacza to, że woda ta jest bezpieczna i odpowiednia do picia bezpośrednio z kranu – nawet bez konieczności jej gotowania czy dodatkowego filtrowania.

Fundacja Promocji Zdrowia „Twój Lekarz” zajmuje się edukacją zdrowotną oraz popularyzacją rzetelnej wiedzy medycznej. Swoje działania realizuje za pośrednictwem różnych kanałów komunikacji, koncentrując się przede wszystkim na Internecie i nowych mediach. To właśnie tam najłatwiej natknąć się na niesprawdzone informacje i pseudomedyczne treści, dlatego tak ważne jest, by w tej przestrzeni obecne były wiarygodne źródła wiedzy.

Czy to prawda, że odpowiednie nawodnienie uchodzi za podstawę zdrowego funkcjonowania? – pytamy dr Szczepana Dolnego.

– Jak najbardziej. Po pierwsze, woda pełni w organizmie funkcję transportową. Tzn. jako główny element krwi i limfy, transportuje niezbędne do funkcjonowania składniki odżywcze i mikroelementy, jak również metabolity – by usunąć je z organizmu. A więc woda jest rozpuszczalnikiem dla tych wszystkich substancji, potrafi je przenosić z jednego miejsca w drugie. Co ciekawe organizm niemowlęcia nawet w 80 procentach składa się z wody. Im jesteśmy starsi, tym objętość wody się zmniejsza – u młodzieży do około 60 procent, natomiast w przypadku seniorów spada nawet do 45-50 procent. Właśnie dlatego osoby starsze są szczególnie narażone na odwodnienie, które w ich przypadku może być szczególnie niebezpieczne.

Które funkcje organizmu lub układy są najbardziej zależne od odpowiedniego nawodnienia?

– Z pewnością układ krążenia. Krew składa się aż w 90% z wody. Woda ma również bardzo duży wpływ na układ nerwowy. Wpływa na koncentrację, procesy kognitywne, pamięć czy nastrój. Odwodnienie natomiast może być przyczyną większej podatności na stres. Poza tym funkcja wody jest niezwykle istotna w procesach metabolicznych – dzięki niej zachodzą one we właściwym tempie.

Wspomniał Pan doktor, że woda jest doskonałym rozpuszczalnikiem różnych substancji. Zdajemy sobie jednak sprawę, że w naturze nigdy nie występuje ona w czystej postaci – zawsze towarzyszą jej różne składniki, które wpływają zarówno na jej jakość, jak i właściwości zdrowotne.

– Mówiąc o wodzie, nie mamy na myśli jedynie tlenku wodoru (H₂O), czyli samej struktury chemicznej. Bo woda to także rozpuszczalnik, w którym zawarte są mikro-, a czasem również makroelementy. W praktyce chodzi przede wszystkim o mikroelementy, czyli elektrolity. To właśnie dlatego tak duże znaczenie ma to, jaką wodę pijemy. W wodzie destylowanej zawartość tych składników jest znikoma albo żadna. Z drugiej strony mamy wodę morską czy oceaniczną, gdzie ilość mikroelementów i elektrolitów jest z kolei zbyt duża, zatem ta woda również nie będzie dla nas odpowiednia. Kluczowe jest więc zachowanie właściwej równowagi. W tym kontekście wrocławska kranówka jest rozwiązaniem optymalnym – można powiedzieć: idealnym. To bardzo dobra forma wody do codziennego spożycia. Zawartość substancji mineralnych wynosi w niej od około 200 do 600 mg na litr, co klasyfikuje ją jako wodę nisko- lub średniozmineralizowaną. Jest to, de facto, woda odpowiednia dla człowieka w każdym wieku. Pamiętajmy jednak, żeby wodę pić regularnie, małymi ilościami.

Pamiętajcie #PijKranówkę

Zbliża się lato – a wraz z nim większe ryzyko odwodnienia. Wysokie temperatury sprawiają, że nasz organizm potrzebuje więcej płynów. W upalne dni intensywnie się pocimy, tracąc nie tylko wodę, ale także cenne elektrolity, takie jak sód czy potas. W zależności od warunków i aktywności fizycznej możemy w ten sposób tracić nawet od 0,5 do 2 litrów płynów dziennie, a przy większym wysiłku – jeszcze więcej.

Niedobór wody szybko daje o sobie znać – pojawiają się bóle głowy, zmęczenie, spadek koncentracji, a także zawroty głowy czy uczucie osłabienia. W poważniejszych przypadkach odwodnienie może zaburzać pracę serca i układu nerwowego. Dlatego tak ważne jest, by pić regularnie, małymi porcjami – nie czekając na uczucie pragnienia.

Pamiętajcie: #PijKranówkę – jest tania, zdrowa i zawsze pod ręką. Woda kranowa to nie tylko czyste H₂O, lecz także źródło cennych elektrolitów, takich jak wapń czy magnez, które wspierają prawidłowe działanie organizmu. Wystarczy napełnić nią bidon przed wyjściem z domu, a będąc w trasie po Wrocławiu, można skorzystać z licznych miejskich zdrojów.

Co, oprócz właściwego nawadniania, może nam pomóc zachować zdrowie i długowieczność? Wiele lat temu w mediach pojawiła się zasada 3×30×130 – czyli aktywność fizyczna trzy razy w tygodniu przez 30 minut, przy tętnie na poziomie około 130 uderzeń na minutę. Czy nadal jest ona aktualna?

– Aktualnie wytyczne WHO (World Health Organization – Światowa Organizacja Zdrowia) są podobne, zalecając umiarkowany wysiłek fizyczny trzy razy w tygodniu. To tętno na poziomie 130 uderzeń jest dość umowne, bo można przyjąć, że nieco wyższe również będzie właściwe. Intensywność musi być taka, by wywarła jakąś adaptację na organizmie. Jeśli ma to być spacer, powinien być intensywny, by jak najbardziej podbił tętno. Pamiętajmy też, że są to zalecenia minimalne, bo w szeroko pojętej medycynie stylu życia to właśnie aktywność fizyczna ma obecnie największe znaczenie. Leki, zdrowa dieta, sen czy techniki radzenia sobie ze stresem w znacznie mniejszym stopniu wpływają na nasz organizm niż właśnie ta aktywność. WHO wspomina także o treningu oporowym, który ma działać przeciwko sarkopenii (zespół objawów związany z utratą masy i funkcji mięśniowej, najczęściej występujący u osób starszych). Ma minimalizować utratę siły oraz mocy, która wraz wiekiem spada dużo szybciej. Ważny jest również trening zwiększający naszą mobilność i pomagający utrzymać stabilizację ciała, by zmniejszać ryzyko związane z upadkami. Nie mniej ważny jest trening obciążający nasz układ sercowo-naczyniowy, tzw. cardio.

A czy Pan znajduje czas na aktywność fizyczną?

– Oczywiście. Regularnie biegam, gram w tenisa, mam też własną siłownię. Uważam, że każdy rodzaj treningu jest ważny – zarówno ćwiczenia mobilnościowe, stabilizacyjne, jak i trening siłowy, ze sprzętem czy bez niego.

A jak wygląda sytuacja w przypadku sportu zawodowego – czy on również sprzyja zdrowiu?

– Niekoniecznie. W sporcie, jak w wielu dziedzinach życia, kluczowy jest umiar. Zbyt duże obciążenia mogą przynosić odwrotny efekt do zamierzonego.

Czyli można powiedzieć, że wszystko zależy od odpowiedniej dawki?

– Dokładnie tak – dawka ma ogromne znaczenie. Woda, o której rozmawiamy, może posłużyć tu jako przykład. Jest niezbędna do życia i do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu, ale jeśli jednorazowo przyjmiemy 9 litrów tego płynu, to przedawkujemy. Może być dla nas to śmiertelne w skutkach. Podobnie jest ze sportem, ale nie tym amatorskim. Mam na myśli maratończyków czy triathlonistów startujących w iron manie. To już duża dawka, która może zaszkodzić.

Słyszeliśmy, że poleca Pan również medytację.

– Bo to jeden z elementów zarządzania stresem. Obecnie 90 procent czasu przeżywamy na autopilocie, czyli nasz układ nerwowy działa na zasadzie nawyków. Na niekomfortową rozmowę z szefem reagujemy tak samo, jak na sytuację bezpośredniego zagrożenia życia, np. gdy mamy kontakt z dzikim zwierzęciem. A przecież kontakt z szefem najczęściej nie powoduje tego typu zagrożenia. Nasz organizm reaguje jednak tam samo w obu przypadkach. I tu może właśnie pomóc medytacja. Aby być tu i teraz. Drugi element to forma psychoterapii kognitywno-behawioralnej i stosowanie autopsychoterapii, a więc ocenianie naszego zachowania w zupełnie innym czasie, później, kiedy emocje nie wchodzą już w grę. Możemy wtedy pomyśleć, jak chcielibyśmy zareagować na daną sytuację. To tak, jak byśmy chcieli, po czasie, doradzić coś w rozmowie naszemu przyjacielowi. Na zasadzie – czy jestem w stanie z danej sytuacji wyciągnąć jakąś pozytywną rzecz. Przykład – ktoś nam zajechał drogę na ulicy. Nacisnęliśmy klakson, wynikła sytuacja stresowa. Warto wtedy zadać sobie pytanie, czy są jakieś plusy tego zdarzenia. Bo są! Nie zderzyliśmy się. Nie musimy oddać samochodu do warsztatu. Nam również nic się nie stało. To pokazuje, ile jest pozytywnych aspektów całego zajścia, których w danym momencie nie byliśmy w stanie dostrzec.

Grill Basket 2026. Kamil Chanas z kampanią #PijKranówkę zapraszają

grill basket 2026 Kamil Chanas i Strefa Chanasa zapraszają

Maj to dla kibiców czas najważniejszych rozstrzygnięć – walki o medale mistrzostw Polski w koszykówce. Po sportowych emocjach przychodzi moment podsumowań sezonu. Ambasador kampanii #PijKranówkę, Kamil Chanas, już po raz kolejny organizuje wyjątkowe wydarzenie koszykarskie, które cieszy się dużym zainteresowaniem i entuzjazmem fanów tego sportu. To symboliczne zakończenie sezonu. Dlatego z wielką przyjemnością zapraszamy na Grill Basket 2026, który odbędzie się 30 maja (sobota) na Stadionie Sportowym przy ul. Lotniczej we Wrocławiu. Start wydarzenia zaplanowano na godzinę 17:00.

Tego dnia kibice będą świadkami zwieńczenia sezonu uczestników projektu Basket Chanasa. Pod tym szyldem, pod okiem Kamila Chanasa – byłego znakomitego koszykarza – regularnie trenują amatorzy, tworząc prężnie rozwijającą się społeczność pasjonatów basketu.

30 maja kompleks sportowy przy ul. Lotniczej stanie się miejscem spotkania wszystkich miłośników koszykówki. Wydarzenie połączy sportową rywalizację, strefę relaksu oraz wieczorne after party, tworząc luźną, festynową atmosferę sprzyjającą wspólnemu świętowaniu zakończenia sezonu.

Będzie się działo…

Sportowym clou programu będzie oczywiście turniej 3×3 – z wieńczenie sezonu dla uczestników projektu Basket Chanasa (start o godz. 17:00). To jednak nie wszystko. Zapraszamy również do strefy Grill Basket – przestrzeni relaksu, w której zarówno zawodnicy, jak i goście będą mogli odpocząć, skorzystać ze strefy grillowej i spędzić czas w swobodnej, letniej atmosferze. Na miejscu nie zadbamy o Wasze nawodnienie. W naszym barze dostępna będzie darmowa, orzeźwiająca wrocławska kranówka w kilku wariantach, wzbogacona dodatkami smakowymi.

Wydarzenie ma charakter otwarty. Zapraszamy wszystkich chętnych, nie tylko uczestników turnieju. Wśród gości pojawią się wybitni koszykarze reprezentacji Polski oraz legendy Śląska Wrocław.

– Swoją obecność zapowiedzieli m.in. Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk, Jacek Krzykała, ale też Aleksandra Mielnicka ze Ślęzy czy koszykarze niezwiązani z Wrocławiem, że wspomnę Pawła Leończyka i Huberta Pabiana. Zamysł jest taki, by środowisko spotkało się w jednym miejscu, pooglądało wspólnie koszykówkę i miło spędziło czas na świeżym powietrzu. Główny punkt programu to turniej, ale będą też minikonkursy dla dzieci, eksperymenty z suchym lodem etc. – mówi nam Kamil Chanas.

Pierwotnie wydarzenie planowane było na esplanadzie Tarczyński Areny, a część gastronomiczna miała odbyć się w tamtejszym Sports Barze.

Dlatego uwaga – nowa lokalizacja wydarzenia to Stadion Sportowy przy ul. Lotniczej 72 we Wrocławiu oraz sąsiadująca z nim restauracja Zielony Rower Food & Garden, 30 maja 2026, godzina 17.00.

– Walczyliśmy jednak, by pozostać przy terminie 30 maja i udało się! Impreza zostaje przeniesiona nieopodal stadionu. Turniej odbędzie się na boisku przy ul. Lotniczej, a grill, stand up i afterparty – w restauracji Zielony Rower Food & Garden, która znajduje się zaraz obok boiska do koszykówki. Dziękujemy zarówno Młodzieżowemu Centrum Sportu, jak i Zielonemu Rowerowi. Przyjeżdżacie z całej Polski i nie tylko. Bardzo zależy nam, aby się z Wami spotkać. Stanęliśmy na wysokości zadania, wszystko jest dograne – poinformowali organizatorzy na facebookowej stronie Strefa Chanasa.

Konkursy rzutowe, dodatkowe atrakcje

W programie wydarzenia nie zabraknie atrakcji zarówno dla uczestników turnieju, jak i kibiców. Poza zmaganiami w formule 3×3 zaplanowano konkursy rzutowe oraz dodatkowe aktywności, które będą towarzyszyć uczestnikom przez cały czas trwania imprezy. Zwieńczeniem dnia będzie wieczorne after party, rozpoczynające się około godziny 22:00, podczas którego o oprawę muzyczną zadba DJ Kamileczku.

Wydarzenie skierowane jest przede wszystkim do uczestników projektu Basket Chanasa, biorących udział w turnieju, ale również do wszystkich fanów koszykówki, których we Wrocławiu nie brakuje. To miasto o bogatych tradycjach – męski Śląsk Wrocław aż osiemnaście razy zdobywał mistrzostwo Polski, natomiast żeńska Ślęza sięgała po ten tytuł dwukrotnie. Pomysłodawcą imprezy jest Kamil Chanas – wychowanek Śląska Wrocław, który swoje dwa mistrzostwa Polski wywalczył w barwach Stelmetu Zielona Góra.

Organizatorzy zadbali również o osoby, które nie biorą czynnego udziału w rozgrywkach – dla nich przygotowano konkursy, animacje i luźną, plenerową atmosferę sprzyjającą wspólnemu spędzaniu czasu. Zapowiada się gorąca atmosfera, więc pamiętajcie o nawodnieniu, a po orzeźwienie koniecznie wpadajcie do naszego baru wodnego.

Pasmo sukcesów! Floreciści Wrocławianie podbijają świat

Ostatnie dni to pasmo sukcesów florecistów Klubu Szermierczego Wrocławianie, ambasadorów projektu #PijKranówkę. Andrzej Rządkowski odniósł życiowy sukces w Szanghaju, weterani – we francuckim Cognac, natomiast Leszek Rajski był o krok od zwycięstwa w Warszawie.

Andrzej Rządkowski to nasz olimpijczyk z Paryża (2024), który udowodnił, że sport na najwyższym poziomie można z powodzeniem łączyć ze studiami prawniczymi. Jego ojciec, Marek, związany był ze sportami walki – był pięściarzem wrocławskiej Gwardii. Andrzej natomiast od najmłodszych lat poświęcił się szermierce.

A teraz gratulujemy mu życiowego sukcesu – zajęcia drugiego miejsca w zawodach Pucharu Świata Grand Prix w Szanghaju (15-17.05.2026). O skali trudności rywalizacji najlepiej świadczy fakt, że wzięło w niej udział aż 233 florecistów z całego świata.

Rządkowski imponował formą w eliminacjach, pokonując m.in. zawodników z Brazylii i Tajlandii. Następnie rozprawił się z Koreańczykiem Lee (15:11), Włochem Filippim (15:13), Amerykaninem Massialasem (15:9), ponownie z reprezentantem Korei Seo (15:9), a w półfinale z Włochem Martinim (15:13). Dopiero w finale lepszy okazał się Rosjanin Kirył Borodaczew, który zwyciężył 15:9.

Tym bardziej docenić należy jego waleczność – dotychczas największym sukcesem 29-letniego Rządkowskiego w zawodach Pucharu Świata była ósma lokata.

Tymczasem dzięki naszemu ambasadorowi kampania #PijKranówkę dotarła daleko poza Europę – aż do Chin, pokazując, że odwiedzając Wrocław, bez obaw możesz napić się wody prosto z kranu, bo dbamy o jej najwyższą jakość. Tym bardziej cieszą nas sukcesy osiągane na tak wysokim, światowym poziomie.

Nie dał posędziować rodakowi

Co ciekawe, Wrocławianin walczył w Szanghaju jako jedyny z Biało-Czerwonych. Inni rywalizowali w tym samym czasie w zawodach z cyklu Pucharu Polski, rozgrywanych w Warszawie.

– Andrzej poleciał tam na koszt klubu, a nie Polskiego Związku Szermierczego. I to mu chyba pomogło, bo nie czuł żadnej presji, że musi. Walczył spokojnie i mądrze – podkreśla Krzysztof Głowacki, trener Klubu Szermierczego Wrocławianie. – Po drodze pokonał całą plejadę świetnych zawodników z Amerykaninem Massialasem. W czasie finału był już trochę zmęczony i Borodaczew okazał się o wiele szybszy. To lider klasyfikacji FIE (Fédération Internationale d’Escrime – Międzynarodowa Federacja Szermierki) – dodaje.

Choć na planszy walczył w Chinach tylko jeden Polak, to Wrocławianie mieli tam swojego drugiego reprezentanta. W roli arbitra międzynarodowego udał się do Szanghaju Michał Dul.

Żartował, że Andrzej odebrał mu finał, ponieważ Michał był wyznaczony do sędziowania walki finałowej. Gdy się jednak okazało, że zawalczy w niej Polak, musiała nastąpić zmiana – zdradza kulisy imprezy Krzysztof Głowacki. Takie są bowiem zasady, że nie można sędziować walki z udziałem rodaka.

Sukcesy weteranów

Równocześnie wyjątkowe chwile przeżywali również nasi weterani, którzy we francuskim Cognac (17.05.2026) sięgnęli po tytuł drużynowych mistrzów Europy. Polacy wystąpili w składzie: Tomasz Ciepły, Tomasz Kończyło, Sławomir Mocek, Daniel Przystajko oraz Paweł Szumielewicz. W rywalizacji wzięło udział dwanaście reprezentacji narodowych, a biało-czerwoni pewnie zwyciężyli w fazie grupowej, pokonując Hiszpanię (45:32), Holandię (45:9) oraz Wielką Brytanię (45:25). W ćwierćfinale na ich drodze stanęli Ukraińcy, jednak i tym razem lepsi okazali się Polacy, wygrywając 45:31. Półfinał przyniósł efektowne zwycięstwo nad Niemcami (45:20), a w wielkim finale nasi zawodnicy stoczyli zacięty i emocjonujący bój z gospodarzami – Francuzami, triumfując 45:42.

W zwycięskiej drużynie znalazł się reprezentant Wrocławian – Paweł Szumielewicz, choć akcentów z Wrocławia było więcej.

– Paweł, a także Tomek Kończyło i Daniel Przystajko to absolwenci Szermierczej Sportowej Szkoły Podstawowej nr 85 im. prof. Mariana Suskiego we Wrocławiu (ul. Traugutta 37) – przypomina trener Głowacki.

Po zwycięstwie dumnie mogli świętować w jednej z francuskich restauracji lub hoteli, gdzie serwowanie kranówki do stołu jest standardem. Tym bardziej cieszy nas fakt, że wrocławianie pokazali naszą kampanią, że w Polsce również nie pozostajemy w tyle.

Nie ustępuje pola!

Powody do radości miał także w miniony weekend niespełna 43-letni Leszek Rajski, który nie ustępuje pola młodszym kolegom. W gronie 76 uczestników rozegranego w stolicy 16 maja 2026 roku IV Pucharu Polski zajął drugie miejsce. Walczył znakomicie, wygrywając kolejne pojedynki – zarówno z wyraźną przewagą, jak i po zaciętych starciach. Dopiero w finale lepszy okazał się 26-letni torunianin i olimpijczyk z Paryża, Jan Jurkiewicz, który zwyciężył 15:4.

[fot. źródło: fanpage klubu]

Atomówki Sofia i Ula na podium Grazia Orlová

Sofia Ungerová i Urszula Sipko kolarki Mat Atom deweloper na podium Grazia Orlová

Ambasadorki kampanii #PijKranówkę, zawodniczki MAT Atom Deweloper Wrocław, kontynuują swoje europejskie tournée. W miniony weekend rywalizowały za naszą południową granicą, gdzie zdominowały ostatni etap 38. edycji wyścigu Grazia Orlová, zajmując dwa pierwsze miejsca. Zwyciężyła Sofia Ungerová, wyprzedzając Urszulę Sipko. Dzięki temu sukcesowi nasza reprezentantka ze Słowacji zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, a Ula sięgnęła po zwycięstwo w klasyfikacji górskiej.

To były cztery dni intensywnej rywalizacji w Czechach, nieopodal Ostrawy. Sofia Ungerová zaznaczyła swoją obecność już na pierwszym etapie z metą na Štamberku, gdzie finiszowała na trzecim miejscu. Z kolei Urszula Sipko objęła prowadzenie w klasyfikacji górskiej. Następnie Ungerová dwukrotnie zajmowała piąte miejsce – najpierw podczas drugiego etapu z finałem na szczycie Pustevného, a później w jeździe indywidualnej na czas.

Kulminacją zmagań był czwarty, ostatni etap, który okazał się popisem „atomówek”. Na zawodniczki czekała 100-kilometrowa, wymagająca trasa o pofałdowanym profilu, zakończona 600-metrową prostą o średnim nachyleniu 3,1%. Triumfowała Ungerová, a tuż za nią linię mety przecięła Sipko.

Dzięki temu świetnemu występowi Sofia – jedna z największych nadziei słowackiego kolarstwa – awansowała na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej prestiżowego wyścigu, tracąc zaledwie 2 sekundy do drugiej zawodniczki. Urszula Sipko z kolei przypieczętowała zwycięstwo w klasyfikacji górskiej.

My również bardzo się cieszymy, bo pierwszy raz na tej imprezie udało nam się dowieźć prowadzenie w klasyfikacji górskiej do samego końca – podkreśla Paweł Bentkowski, dyrektor sportowy i menedżer MAT Atom Deweloper Wrocław.

Konkurencja była naprawdę bardzo duża

Na liście startowej tegorocznej edycji wyścigu Grazia Orlová nie zabrakło m.in. zawodniczek szwajcarskiej grupy Nexetis. To właśnie jej barwy reprezentowała Jasmin Liechti – triumfatorka całego wyścigu, która na ostatnim etapie zajęła trzecie miejsce. Pojawiła się także reprezentacja Belgii, złożona z zawodniczek ekip prokontynentalnych oraz kolarek startujących w World Tourze. Do tego kilka kadr narodowych, w których nie brakowało klasowych zawodniczek, a także drużyna z Chin, prowadząca europejską kampanię startową i przygotowująca się do kolejnych wyścigów, m.in. w Belgii.

Po naszych ostatnich startach w Belgii mieliśmy apetyt na sukces i byliśmy nastawieni na walkę – nie ukrywa Paweł Bentkowski.

Ta walka trwała aż do samej mety ostatniego etapu. Niewiele zabrakło, by Ungerová awansowała w klasyfikacji generalnej nie na trzecie, lecz na drugie miejsce – decydowały dosłownie metry. A 19-letnia Sipko?

– To zawodniczka, która łączy ściganie się na torze z szosą. Poprzedni sezon był jej debiutem w seniorskim gronie, a w takim wypadku większość zawodniczek przeżywa szok. Do tego Ula miała zeszłej wiosny maturę i inne konkursy naukowe. Widać było, że bardziej postawiła wtedy na edukację. Teraz kontynuuje naukę na studiach, na kierunku fizjoterapii, jednak skupiła się na rowerze i na treningach – zauważa dyrektor Bentkowski.

Przed naszymi ambasadorkami jeszcze wiele wyzwań – sezon właśnie nabiera tempa! Belgia, Czechy, Austria, Polska… zapowiada się intensywny czas pełen wyjazdów i kręcenia kilometrów. Trzymamy kciuki za kolejne sukcesy.

Jesteśmy dumni, że nasze ambasadorki reprezentują naszą kampanię również za granicą, promując zdrowe i ekologiczne nawyki. Ich osiągnięcia wynoszą je na podium nie tylko dzięki znakomitym wynikom, ale także jako inspirujący przykład do naśladowania.

Strażacy dołączają do grona ambasadorów kranówki

Dolnośląska Straż pożarna ambasadorem kampanii #PijKranówkę

Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji oraz Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu łączą siły. Wspólnym mianownikiem dla obu instytucji jest woda jako źródło życia, bezpieczeństwa i codziennej troski o mieszkańców. Stąd strażacy dołączają do grona ambasadorów kampanii #PijKranówkę. Wspólne działania wpisują się także w miejski program „Bezpieczny Wrocław”, łącząc edukację, bezpieczeństwo i wsparcie mieszkańców, a w szczególności dzieci.

– „Bezpieczny Wrocław” to nie hasło, lecz realne działania realizowane wspólnie przez miasto, spółki miejskie i służby. Blisko 3 tysiące przeszkolonych mieszkańców pokazuje, że budowanie bezpieczeństwa zaczyna się od wiedzy i świadomych decyzji. Bardzo cieszy mnie to, że coraz więcej instytucji i miejskich spółek myśli o bezpieczeństwie szeroko, realizując swoje codzienne zadania w sposób odpowiedzialny, z myślą o mieszkańcach oraz łącząc edukację, prewencję i współpracę. To właśnie taka synergia pozwala mądrze projektować miasto odporne na wyzwania – podkreśla Renata Granowska, wiceprezydent Wrocławia.

Szeroki plan konferencji przed budynkiem – osoba przemawia do mikrofonów, obok tłumaczka PJM; w tle strażacy, baner „Bezpieczny Wrocław” i ponton.

wiceprezydent Wrocławia Renata Granowska

Strażący będą promowali kranówkę

Na mocy porozumienia strażacy zostali nowymi ambasadorami kampanii #PijKranówkę, która promuje picie wody z kranu jako zdrowy i odpowiedzialny wybór. Współpraca ma jednak znacznie szerszy wymiar. MPWiK przekazało Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu specjalne maskotki z logo kampanii, które mogą także służyć jako poduszka turystyczna. Będą one wykorzystywane podczas interwencji z udziałem dzieci, m.in. przy pożarach i po wypadkach drogowych, jako element dający poczucie bezpieczeństwa i wsparcia w trudnych chwilach.

Woda to bezpieczeństwo w bardzo konkretnym wymiarze, bo bez niej nie byłoby możliwe gaszenie pożarów. To jednocześnie fundament codziennego funkcjonowania miasta i jego infrastruktury. Strażacy to jedna z najbardziej zaufanych grup zawodowych, obecna z mieszkańcami w najtrudniejszych momentach. Dlatego naturalnym krokiem było połączenie kampanii #PijKranówkę z działaniami, które realnie poprawiają bezpieczeństwo i komfort Wrocławian – mówi Witold Ziomek, prezes MPWiK Wrocław.

Osoba w ciemnej kurtce przemawia do mikrofonów podczas konferencji; za nią strażacy w mundurach i sprzęt ratowniczy.

prezes MPWiK Witold Ziomek

 

Strażacy zwracają uwagę, że ich działania to znacznie więcej niż gaszenie pożarów. Codziennie uczestniczą w akcjach ratowniczych, wypadkach komunikacyjnych i miejscowych zagrożeniach, wielokrotnie jako pierwsi docierając na miejsce zdarzenia.

Bardzo często mamy kontakt z dziećmi tuż po trudnych, nagłych sytuacjach. Tylko w 2025 roku wyjeżdżaliśmy do 1378 wypadków drogowych i 2268 razy do pożarów. W tych zdarzeniach brało udział około 50 dzieci. W takich momentach liczy się nie tylko szybka pomoc techniczna, ale również stworzenie poczucia bezpieczeństwa. Stąd wydawałoby się drobny gest, jakim jest podanie miękkiego pluszaka, jest czymś naprawdę wielkim i ważnym. Przyjazny i miękki wieloryb od MPWiK może pomóc dziecku uspokoić się i poczuć, że ktoś się nim opiekuje – mówi starszy brygadier Krzysztof Gielsa, Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Strażak Państwowej Straży Pożarnej przemawia do mikrofonów; w tle drugi strażak i czerwony ponton ratowniczy.

st. bryg. Krzysztof Gielsa, Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej

 

Znaczenie tych działań podkreślają również specjaliści zajmujący się wsparciem psychologicznym.

Pierwszy kontakt dziecka ze służbami ratunkowymi ma ogromne znaczenie. Proste, fizyczne przedmioty – takie jak maskotka czy poduszka – mogą obniżyć poziom stresu i zmniejszyć ryzyko długofalowych skutków traumy. To małe rzeczy, które robią dużą różnicę – zaznacza Karol Sygierycz, psycholog i starszy strażak KM PSP.

Strażak PSP trzyma niebieską maskotkę delfina; w tle sprzęt ratowniczy i baner wydarzenia.

Karol Sygierycz, psycholog i starszy strażak KM PSP

#PijKranówkę – edukacja, która zmienia codzienne nawyki

Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji we Wrocławiu od lat konsekwentnie realizuje kampanię #PijKranówkę, której celem jest promowanie picia wody z kranu jako świadomego, zdrowego i odpowiedzialnego wyboru. Te działania przynoszą konkretne efekty – 45% wrocławian deklaruje, że pije kranówkę.

Woda dostarczana mieszkańcom jest regularnie badana – na etapie ujmowania, uzdatniania i dystrybucji w miejskiej sieci. Laboratoria MPWiK wykonują rocznie blisko 100 tysięcy analiz, co oznacza, że woda jest kontrolowana średnio co kilka minut.

Wrocławskie wodociągi bardzo aktywnie i często niestandardowo zachęcają Wrocławian do picia kranówki, która zawiera cenne minerały i elektrolity.

Jesteśmy obecni na wydarzeniach miejskich, biegach czy koncertach. Naszej wody można także napić się ze zdrojów ulicznych, których liczba ciągle rośnie. Wkrótce nowy punkt pojawi się na Placu Wolności, a jeszcze w tym sezonie planujemy kolejną lokalizację. Przed nami również Nocny Wrocław Półmaraton. Wyjątkowe wydarzenie z rekordową frekwencją ponad 26 tysięcy biegaczy i nową trasą. To my odpowiadamy za nawodnienie uczestników tego biegu, więc duże wyzwanie organizacyjne przed nami – mówi Przemysław Gałecki, wiceprezes MPWiK Wrocław.

Osoba w garniturze przemawia do mikrofonów trzymając maskotkę delfina; w tle strażacy i ponton ratowniczy.

wiceprezes MPWiK Przemysław Gałecki

 

Promocja wrocławskiej kranówki odbywa się także dzięki współpracy z ambasadorami. Do Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Fundacji Promocji Zdrowia, kolarek z Mat Atom Deweloper, czy koszykarzy Śląska Wrocław dołącza Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu.

Bezpieczny Wrocław – miejskie działania na rzecz odporności i bezpieczeństwa

Wspólna inicjatywa MPWiK Wrocław, Komendy Miejskiej PSP oraz Miasta Wrocław pokazuje, że edukacja, bezpieczeństwo i wrażliwość społeczna mogą i powinny iść w parze.

„Bezpieczny Wrocław” to kompleksowy program edukacji i budowania odporności miasta na sytuacje kryzysowe oraz zagrożenia dnia codziennego. To pierwszy tak szeroki program realizowany przez samorząd w Polsce, który łączy praktyczne szkolenia mieszkańców, współpracę służb oraz rozwój nowoczesnych technologii w obszarze bezpieczeństwa.

W zakończonej edycji bezpłatnych szkoleń udział wzięło około 1,2 tysiąca mieszkańców, a łącznie w latach 2025–2026 przeszkolono już blisko 3 tysiące osób. Program obejmuje również działania w szkołach ponadpodstawowych oraz wydarzenia plenerowe, podczas których mieszkańcy uczą się m.in. pierwszej pomocy, ewakuacji i reagowania w sytuacjach kryzysowych.

„Bezpieczny Wrocław” to dziś znacznie więcej niż szkolenia czy działania edukacyjne. To kompleksowy program budowania poczucia bezpieczeństwa mieszkańców – od współpracy służb, przez nowoczesne wsparcie psychologiczne, po realną pomoc w trudnych momentach.

Wrocław stawia także na zdrowie psychiczne najmłodszych. Dlatego rozwija projekt „Zdalny psycholog”, który działa już w ponad 100 placówkach, a także szkolenia i programy profilaktyczne dla dzieci, młodzieży oraz rodziców.

Fot. Grzegorz Rajter

wieloryb maskotka dwufunkcyjna - pełni role przytulanki oraz poduszki podróżnej, wypełniona jest kuleczkami obitymi w przyjemny w dotyku materiał

Dwufunkcyjna maskotka wielorybka, którą Strażacy będą wręczać poszkodowanym dzieciom. Pełni rolę przytulanki oraz poduszki podróżnej. Wypełniona jest przyjemnymi w dotyku kuleczkami i wykonana z miękkiego materiału.

Tramwaj imienia Teresy Swędrowskiej – gwiazdy Ślęzy

Tramwaj MPK imienia Teresy Swędrowskiej

Swój tramwaj we flocie Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego we Wrocławiu mają już m.in. Maria Koterbska, Edyta Stein czy ks. Stanisław Orzechowski, ale też sportowcy: kolarz Ryszard Szurkowski, himalaistka Wanda Rutkiewicz i koszykarz Adam Wójcik. Teraz flota tramwajowa powiększyła się o kolejne znane nazwisko – Teresę Swędrowską (z domu Kępka), mistrzynię Polski, która była ikoną Ślęzy.

Początki kariery

Na koszykówkę młodą Tereskę namawiała mama. Ta przygoda zaczęła się w 1972 roku, kiedy przyszła reprezentantka Polski miała trzynaście lat. Na parkietach ekstraklasy debiutowała w sezonie 1980/81, a w kraju reprezentowała tylko jeden klub – wrocławską Ślęzę. To w jej barwach sięgnęła po mistrzostwo Polski w 1987 roku oraz cztery srebrne medale mistrzostw kraju (1982, 1984, 1985, 1986).

W 1989 roku wyjechała do Francji, gdzie reprezentowała CJM Bourges Basket. Dziś klub ten jest europejską potęgą żeńskiego basketu, wówczas jednak dopiero rozpoczynał swoją drogę na szczyt. Teresa Kępka‑Swędrowska do dziś wspominana jest jako jedna z ważniejszych postaci w historii Bourges – była bowiem pierwszą zagraniczną koszykarką w dziejach tego klubu.

Reprezentacja Polski i powrót do Ślęzy

Po francuskiej przygodzie, w sezonie 1994/95, Kępka‑Swędrowska wróciła do Ślęzy i we Wrocławiu zakończyła swoją bogatą karierę – w wieku 36 lat. W sumie w barwach klubu rozegrała 276 spotkań, zdobywając 5066 punktów.

W biało‑czerwonych barwach występowała m.in. podczas mistrzostw świata w 1983 roku (7. miejsce), a także dwukrotnie na mistrzostwach Europy – w 1983 roku zajęła 7. miejsce, a w 1985 szóste. Karierę w seniorskiej reprezentacji zakończyła bilansem 120 rozegranych spotkań i 704 zdobytych punktów. Warto dodać, że w 1977 roku wrocławianka została również wicemistrzynią Europy juniorek.

Złote lata Ślęzy

Mariola Pawlak-Marzec, Małgorzata Niebieszczańska-Zych, Daniela Garlińska-Jakóbczyk i właśnie Teresa Kępka-Swędrowska – starsi kibice Ślęzy z nostalgią wspominają te nazwiska, które w latach 80. stanowiły o sile klubu.

Działalność po zakończeniu kariery

Po zakończeniu kariery Teresa pracowała na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, kształcąc kolejne pokolenia. Pełniła także funkcję komisarza z ramienia Polskiego Związku Koszykówki podczas meczów kobiecej ekstraklasy. W 2001 roku to właśnie z jej rąk koszykarki Ślęzy odebrały brązowe medale mistrzostw Polski. To była symboliczna uroczystość.

Dwuczłonowe nazwisko zawodniczki nabrało z czasem wymiaru symbolicznego, stając się znakiem styku dwóch sportowych światów – koszykówki i siatkówki. Teresa Kępka związała swoje życie z Tomaszem Swędrowskim, byłym siatkarzem wrocławskiej Gwardii, a dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych w regionie i w kraju. Przez lata pełnił funkcję szefa działu sportu w Radiu Wrocław, a ogólnopolską popularność przyniosła mu rola komentatora siatkówki w Polsacie, którą sprawuje do dziś. Jego komentatorski duet z Wojciechem Drzyzgą dla wielu kibiców stał się wręcz wizytówką telewizyjnych transmisji siatkarskich.

Upamiętnienie jej imienia

Teresa Kępka‑Swędrowska zmarła w 2012 roku po długiej walce z chorobą. Miała 53 lata. Od 2014 jej pamięć pozostaje żywa dzięki turniejowi Wrocławska Iglica, który na stałe wpisał się w kalendarz koszykarskich wydarzeń stolicy Dolnego Śląska. Teraz, po latach jej nazwisko zostało upamiętnione w inny sposób. 8 maja, w zajezdni tramwajowej Ołbin przy ul. Słowiańskiej, odbyła się uroczystość nadania imienia Teresy Swędrowskiej jednemu z wrocławskich tramwajów. Jest to nowy Moderus Gamma o nieprzypadkowym numerze 3337. Siódemka nawiązuje do numeru, który miała na koszulce Teresa Swędrowska, grając w Ślęzy.

Wydarzenie to miało również wymiar społeczny i promocyjny. Nadanie imienia było wspólną inicjatywą dwóch ambasadorów projektu #PijKranówkę – koszykarskiej Ślęzy Wrocław oraz MPK Wrocław, które od lat angażują się w działania na rzecz miasta i jego mieszkańców. Ślęza jako klub zakorzeniony w lokalnej tożsamości, konsekwentnie łączy sport z edukacją i promocją prozdrowotnych postaw. MPK Wrocław z kolei wykorzystuje miejską przestrzeń i codzienną obecność tramwajów do opowiadania historii Wrocławia oraz popularyzowania idei zrównoważonego stylu życia, w tym picia wody prosto z kranu. Przykładem tych działań jest tramwaj kursujący po mieście z charakterystycznym logotypem #PijKranówkę, który w prosty i czytelny sposób przypomina, że woda z kranu to świadomy i odpowiedzialny wybór.

Dzięki takim inicjatywom wybitne postacie związane z Wrocławiem zostają godnie uhonorowane i trwale wpisane w przestrzeń miasta. Co równie istotne, tablice informacyjne umieszczone wewnątrz tramwajów pełnią ważną funkcję edukacyjną – pozwalają młodszym pokoleniom, które nie miały okazji znać tych sportowych osiągnięć na żywo, poznać sylwetki osób współtworzących historię wrocławskiego sportu i budujących jego tożsamość.

[fot. Grzegorz Rajter, źródło wrocław.pl]

AMP Śląsk Wrocław wicemistrzem Ligi Europy

Historyczny sukces odnieśli futboliści AMP Śląska Wrocław, którzy w swoim debiucie w europejskich pucharach dotarli aż do finału EAFF Europa League. Podczas wyjazdowego turnieju rozegranego w Ankarze pokazali ogromną determinację i wysoką formę, a dopiero w decydującym meczu znaleźli pogromcę – nie obyło się przy tym bez wielkich emocji.

Zawodnicy AMP Śląska Wrocław, którzy są ambasadorami kampanii społecznej #PijKranówkę mieli okazję promować zdrowe nawyki nie tylko w Polsce. Z logiem #PijKranówke na koszulkach udowadniali na arenie międzynarodowej, że wrocławska kranówka to wartościowe źródło cennych minerałów i odpowiedniego nawodnienia.

Liga Europy to w AMP Futbolu drugie pod względem prestiżu rozgrywki na Starym Kontynencie – dla wicemistrzów swoich krajów. Większą renomą cieszy się tylko EAFF Liga Mistrzów, którą w 2024 roku wygrał inny polski zespół i jeden z największych rywali Wrocławian – Wisła Kraków.

AMP Futbol Śląsk Wrocław wicemistrzem Ligi Europy

Aż do finału bez straty gola

Wrocławska drużyna AMP futbolu nie ukrywała, że do Ankary leci po zwycięstwo. A przynajmniej po awans do meczu finałowego. Mieli świadomość, że będą tam na nich czekać faworyzowani gospodarze – turecki Baskent, który sezon wcześniej (wtedy jeszcze pod nazwą Alves Kablo) triumfował w elitarnej Lidze Mistrzów. Poza tym w Ankarze rywalizowały również francuski Olympique Marsylia, włoska Vicenza, belgijski Club Brugge oraz ukraiński Crusanders Łuck.

Przez fazę grupową podopieczni marokańskiego szkoleniowca Otmane Ennajmiego, przebrnęli planowo i w kapitalnym stylu. Najpierw ograli Vicenzę 4:0, a gole zdobywali Ilyass Sbiyaa (dwa), Mohcine Chrharh oraz Maks Moroz. W drugim spotkaniu rozgromili z kolei Belgów (Club Brugge) 6:0. Tym razem do bramki przeciwnika celnie strzelali Kacper Płaczek (dwa gole), Ilyass Sbiyaa, Mateusz Warakomski, Bartosz Skrzypek oraz Mohcine Chrharh. Dzięki temu nasza ekipa wygrała zmagania grupowe i zapewniła sobie miejsce w półfinale.

Mecz, którego stawką był finał Ligi Europy, Wrocławianie rozegrali koncertowo. AMP Śląsk stanął naprzeciw Olympique Marsylii, strzelając rywalom dziewięć bramek i nie tracąc żadnej! Cztery z nich wywalczył Mohcine Chrharh, który w zeszłym roku był jeszcze zawodnikiem Alves Kablo i poznał smak końcowego triumfu w Lidze Mistrzów.

Finałowy mecz

Zgodnie z przewidywaniami, w finale Polacy musieli zmierzyć się z drużyną z Turecji. Wrocławianie przegrali, niestety, z Baskentem 1:2. Najpierw doprowadzili do wyrównania (na 1:1), lecz na drugiego gola gospodarzy już nie odpowiedzieli.

– Sędzia, 16-latek z Irlandii, pochopnie wyrzucił naszego zawodnika za drugą żółtą kartkę, psując tempo i widowiskowość meczu. Szkoda. Niemniej gratulacje dla rywali. Będziemy walczyć w kolejnych latach – mówi nam Maciej Materac, bramkarz i kapitan wrocławskiej drużyny.

AMP Śląska Wrocław w swoim debiucie w europejskich pucharach dotarli aż do finału EAFF Europa League

AMP Śląska Wrocław w swoim debiucie w europejskich pucharach dotarli aż do finału EAFF Europa League

AMP Śląska Wrocław w swoim debiucie w europejskich pucharach dotarli aż do finału EAFF Europa League

Nowe cele drużyny

Drugie miejsce w Lidze Europy to największe osiągnięcie w historii sekcji. W niedzielę zespół wrócił do Wrocławia i już koncentruje się na kolejnym wyzwaniu. Celem jest następny krok naprzód – walka o mistrzostwo Polski. Tacy ambasadorzy w drużynie #PijKranówkę to coś, z czego można być naprawdę dumnym.

W pierwszym turnieju, w Warszawie, WKS AMP Futbol wygrał z Zawiszą Bydgoszcz (14:0) i ze Stalą Rzeszów (3:0), natomiast przegrał z Rekordem Futbol Bielsko-Biała (1:2). Po trzech kolejkach ORLEN Amp Futbol Ekstraklasy Wrocławianie zajmują trzecią lokatę, lecz to dopiero początek rozgrywek, a walka o trofeum pozostaje sprawą otwartą. Kolejny turniej na koniec maja (30-31.05) w Poznaniu, gdzie rywalami Śląska będą m.in. Wisła i Legia Warszawa. Z powodu zawieszenia dopiero na ostatni mecz dołączy tam Mateusz Warakomski – to spore osłabienie.

Pozostałe turnieje odbędą się w Krakowie (27-28 czerwca), we Wrocławiu (22-23 sierpnia), w Rzeszowie (12-13 września) i w Bydgoszczy (26-27 września). Póki co, Wrocławianie mają na koncie srebro (2025) i brąz (2024) mistrzostw Polski.

AMP Śląska Wrocław w swoim debiucie w europejskich pucharach dotarli aż do finału EAFF Europa League

EAFF Europa League
[Photo by Will Palmer/EAFF]

Historyczny sezon Ślęzy Wrocław

Koszykarki Ślęzy Wrocław zakończyły sezon Orlen Basket Ligi Kobiet bez ligowego medalu, ale za to z pierwszym w historii klubu trofeum – zwycięstwem w Bank Pekao S.A. Pucharze Polski. Dla zespołu, będącego również ambasadorem projektu #PijKranówkę, był to sezon pełen emocji, sukcesów i wyzwań. Teraz przyszedł czas na odpoczynek… choć nie dla wszystkich.

W rywalizacji o brązowy medal mistrzostw Polski wrocławianki zmierzyły się z KSSSE Eneą AJP Gorzów Wielkopolski. Pierwsze spotkanie, rozegrane w KGHM Ślęzie Arenie, zakończyło się zwycięstwem gości 77:63. Przed rewanżem w Arenie Gorzów zadanie było więc jasne – wygrać różnicą co najmniej 15 punktów. Teoretycznie triumf czternastoma punktami dawałby dogrywkę.

Ambicje kontra rywalki

Koszykarki Ślęzy nie były faworytkami rewanżu. Gorzowianki miały w swoim składzie znakomicie dysponowaną Courtney Hurt, która we Wrocławiu zanotowała 22 punkty i 17 zbiórek, a w meczu rewanżowym dołożyła 23 punkty oraz dziewięć zbiórek.

Mimo to podopieczne trenera Arkadiusza Rusina walczyły z ogromnym zaangażowaniem. Na początku trzeciej kwarty prowadziły 46:39, niwelując połowę strat z pierwszego spotkania. W tym momencie inicjatywę przejęły jednak gospodynie – zespół z Gorzowa zdobył dziesięć punktów z rzędu, nie pozwalając Ślęzie na ani jeden celny rzut.

Ostatecznie KSSSE Enea AJP Gorzów Wielkopolski wygrała 70:65 (21:20, 18:22, 18:13, 13:10) i sięgnęła po brązowe medale mistrzostw Polski. Wrocławiankom przypadło czwarte miejsce.

Punkty dla Ślęzy zdobyły:

  • Ketija Vihmane – 22
  • Aleksandra Mielnicka – 12
  • G’Mrice Davis – 11
  • Zuzanna Kulińska – 7
  • Mehryn Kraker – 6
  • Digna Strautmane – 5
  • Aleksandra Zięmborska – 2

Podsumowanie sezonu przez zawodniczki Ślęzy

– Mimo że to czwarte miejsce boli, to sezon należy uznać za udany. Zdobyłyśmy przecież pierwszy w historii klubu Puchar Polski. Z tego jesteśmy zadowolone. W Gorzowie zostawiłyśmy na parkiecie serducho, ale ciężko się gra, gdy trzeba zaczynać z bilansem -14 – mówiła po spotkaniu Aleksandra Mielnicka.

Warto przypomnieć, że w finale styczniowego Bank Pekao S.A. Pucharu Polski w Sosnowcu Ślęza również rywalizowała z zespołem z Gorzowa. Wówczas wrocławianki zwyciężyły zdecydowanie 87:68 (19:19, 20:14, 26:15, 22:20). Turniej był niezwykle wymagający – trzy mecze w trzy dni – jednak Dolnoślązaczki zaprezentowały swoją najlepszą koszykówkę dokładnie wtedy, gdy było to najbardziej potrzebne.

Z każdym kolejnym zwycięstwem nasza pewność siebie rosła, a niedzielny finał był wisienką na torcie i wspaniałą nagrodą za wcześniej wykonaną pracę. Cudownie było również dzielić ten sukces z naszymi kibicami, którzy sprawili, że czułyśmy się jakbyśmy grały u siebie – podkreślała Dominika Fiszer.

– To jest naprawdę wielki sukces dla naszej drużyny. Zawsze powtarzam, że mamy najlepszych kibiców i gramy w najlepszym mieście – dodała Digna Strautmane.

Mistrzem Polski został Lotto AZS UMCS Lublin, który w czwartym meczu finałów pokonał w Poznaniu Eneę AZS Politechnikę 82:77. To oznacza, że 19 września w meczu o Superpuchar Polski zmierzą się mistrzynie kraju z Lublina oraz Ślęza Wrocław – zdobywczynie Pucharu Polski

Plany na przyszłość zespołu

Koszykarki Ślęzy rozjechały się już w swoje rodzinne strony, by odpocząć po wyczerpującym sezonie. Przygotowały piękne pożegnania dla swoich kibiców na wrocławskim lotnisku, co możecie zobaczyć na fanpage’u Ślezy na facebooku.

Dla władz klubu i sztabu szkoleniowego nie ma jednak czasu na wytchnienie – przed nimi budowa nowego budżetu i składu zespołu, bo ambicje Ślęzy pozostają niezmiennie wysokie. Wszystko wskazuje na to, że wrocławianki ponownie zaprezentują się na arenie międzynarodowej w rozgrywkach FIBA EuroCup Women.

– Władze naszej ligi wysyłają najpierw zapytania do najwyżej rozstawionych klubów, czy są zainteresowane grą w Europie. My takie plany mamy – zaznacza Michał Rygiel, rzecznik prasowy klubu. – A co do budowy zespołu na kolejny sezon, pierwsze ogłoszenia nazwisk pojawią się zapewne w maju – dodaje.

– Za nami bardzo dobry sezon. Wiemy też, co należy poprawić i mam nadzieję, że w kolejnych rozgrywkach znów się zameldujemy w walce o najwyższe cele – podsumowuje Katarzyna Ziobro, prezes Ślęzy Wrocław.

Dla projektu #PijKranówkę to również był niesamowity sezon. Mogliśmy promować naszą zdrową, wrocławską kranówką, nie tylko ze zdobywczyniami Bank Pekao S.A. Pucharu Polski, ale też z ich kibicami. M.in. podczas spotkań w KGHM Ślęzie Arenie, często trzymających w napięciu do ostatnich sekund. Nasza woda pomagała wrócić do równowagi – na parkiecie i na trybunach.

[źródło fot. zasoby Ślezy Wrocław]

Kolarki MAT Atom najlepsze na Ślężańskim Mnichu

Zawodniczki MAT Atom Deweloper Wrocław triumfowały w 39. edycji wyścigu „Ślężański Mnich Bruki & Szutry”, będącego otwarciem sezonu kolarskiego w Polsce. W kategorii elity całe podium zajęły przedstawicielki naszej jedynej w kraju żeńskiej grupy zawodowej.

Ślężański Mnich to prestiżowy, jednodniowy wyścig kolarski rozgrywany corocznie na początku kwietnia w okolicach Sobótki i góry Ślęży. Jest to wyjątkowe wydarzenie dla całej ekipy MAT Atom Deweloper. Tutaj przecież grupa ma swoje korzenie.

We wspomnianej kategorii elity panie miały do pokonania pięć 16-kilometrowych rund. Triumfowała Sofia Ungerová, druga była Maja Tracka, a trzecie miejsce zajęła Olga Wankiewicz – wszystkie reprezentujące MAT Atom Deweloper Wrocław. W rywalizacji juniorek na podium stanęła z kolei Kinga Słomka (MAT Atom Deweloper), ustępując tylko Amelii Szymańskiej (UKS Copernicus Toruń), a wyprzedzając Czeszkę Michaelę Jiroutkovą.

Rozmawiamy z Pawłem Bentkowskim, byłym kolarzem, obecnie menedżerem i dyrektorem sportowym grupy MAT ATOM Deweloper Wrocław. Wraz z żoną Pauliną Brzeźną-Bentkowską – wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym prowadzą żeńską zawodową grupę kolarek ku zwycięstwom, czego dowodzi sukces na Ślężańskim Mnichu.

Siła poświęcenia dla zespołu

Taki był misterny plan, by nikogo nie dopuścić do elitarnego podium czy to może miła niespodzianka?

– Plan mieliśmy nieco inny, tzn. wygrać po prostu wyścig. Wiedzieliśmy, że jesteśmy nieco lepiej przygotowani od konkurencji, po kilku zagranicznych startach. I chcieliśmy to wykorzystać. Wiadomo też, że kilka dziewczyn musieliśmy poświęcić, bo wszyscy na nas patrzyli.

Pod pojęciem takiej decyzji kryje się, rzecz jasna, obrana taktyka. Bo kolarstwo to gra wybitnie zespołowa, gdzie jedni pomagają drugim, aby odnieść sukces.

– Najpierw musieliśmy zrobić tempo. A więc połowa dziewczyn została oddelegowana do pracy, a druga połowa musiała później wykorzystać tę pracę koleżanek. Wiadomo, że ciężko jest się urwać rywalkom na pierwszych 40 kilometrach, bo inni też przecież trenują i mają swoje ambicje.

Nauka na gorąco

Choć Pana podopieczne zajęły trzy pierwsze miejsca, to poza gratulacjami wysłuchały też za metą kilka cennych uwag.

– Po prostu wyciągamy lekcje z każdego wyścigu. Błędy, które wyłapiemy, staramy się od razu korygować i na bieżąco przekazywać dziewczynom wskazówki. Wtedy się o tym pamięta. Bo za chwilę wszyscy rozjadą się w swoje strony, a gdy spotkamy się za tydzień czy za kilka dni, każdy będzie już sobie układał w głowie kolejny start. Dlatego taką przyjęliśmy zasadę – niedoskonałości omawiać na gorąco. Chcemy, by dziewczyny były gotowe i fizycznie, i taktycznie, gdy niebawem trafią gdzieś na zachód, by kontynuować karierę. Taka praca. A w zasadzie nie praca, lecz pasja. Cieszymy się, że możemy to robić dzięki naszym sponsorom i patronom.

Choć zawodniczki pochodzą z różnych stron Polski, a także z Czech i Słowacji, to wspomniani mecenasi w zdecydowanej większości są z Polski, z Dolnego Śląska.

– Dlatego Ślężańskiego Mnicha zawsze traktujemy priorytetowo. Startowały wszystkie dziewczyny i jest to zazwyczaj pierwszy termin w sezonie, który zaznaczamy na czerwono jako obowiązkowy. Generalnie wszystkie starty na Dolnym Śląsku są dla nas ważne. Tu stacjonują nasi sponsorzy i tu płynie wrocławska kranówka.

Warto podkreślić, że partnerem zespołu MAT Atom Deweloper jest kampania „Pij Kranówkę”, która wspiera rozwój żeńskiego kolarstwa i śledzi sportowe postępy zawodniczek. To nie tylko symboliczne logo na koszulkach, ale realne zaangażowanie w codzienne funkcjonowanie drużyny, promocję zdrowych nawyków oraz idei sięgania po lokalne, ekologiczne rozwiązania – w tym wrocławską kranówkę, która stała się naturalnym „paliwem” atomowych kolarek. Partnerstwo z kampanią „Pij Kranówkę” doskonale wpisuje się w filozofię zespołu, łącząc sport na najwyższym poziomie z edukacją i odpowiedzialnością środowiskową.

Dla Sofii Ungerovej to kolejne zwycięstwo w sezonie. W marcu 20-latka okazała się najszybsza w czeskim Trofeo Cinelli VC Hlohovec. Uchodzi za numer dwa kobiecego kolarstwa na Słowacji, jest w pełni skoncentrowana na treningu, dlatego też może dużo osiągnąć. A co może Pan powiedzieć o Mai Trackiej?

– Maja specjalizowała się wcześniej w wyścigach torowych, była wicemistrzynią świata i mistrzynią Europy orliczek. Szosa w jej przypadku została nieco zaniedbana, ale pracujemy nad odbudowaniem wytrzymałości. Miewa kraksy i pecha, bo udziela jej się czasem bandycka jazda, ale jeśli chce się skutecznie finiszować, to takim „bandytą” trzeba po prostu być. Jeśli ktoś się boi, to nie ma mowy o zwycięskich finiszach.

A jak radzi sobie Olga Wankiewicz, która ma jednak większe doświadczenie w rywalizacji szosowej?

– Pierwszy rok po przejściu z juniorek do orliczek był dla niej szokiem. Okrzepła jednak i jest stabilna, melduje się w pierwszej dziesiątce dużych wyścigów, a do tego trzeba już „mieć coś pod nogą”. Choćby ostatnio – była siódma w bardzo prestiżowym Tour de Mouscron. Brakuje jej jeszcze tylko takiego przełamania, żeby błysnąć na tle ekip worldtourowych. To by bez wątpienia pomogło jej w znalezieniu dobrej grupy za granicą. Bo jeśli, dla przykładu, jakaś belgijska ekipa ma wziąć Polkę jeżdżącą na podobnym poziomie, co Belgijki, to postawi na swoje rodaczki. Po pierwsze to w ich interesie, a po drugie, odchodzi dużo kosztów związanych z logistyką, czyli hotelami, przelotami itd.

Sukcesem było też drugie miejsce Kingi Słomki wśród juniorek.

– Kinga dopiero pokaże, na co ją stać, a my cieszymy się z tego projektu juniorskiego. I żałujemy, że tak późno go stworzyliśmy, bo był to strzał w dziesiątkę. Dziewczyny miały już okazję, by zobaczyć, jak wygląda ściganie na zachodzie. Z Nadią Hartman związaliśmy się w sierpniu zeszłego roku, pojechała już z nami na Tour de Pologne i ten rok zaczęła na dobrym poziomie. A dziewczyny, które nie posmakowały seniorskiego ścigania, przeżywają teraz szok. Niektóre myślą, że skoro były mocne w poprzednim sezonie, to w kolejnym też będą. A to tak nie działa, gdy zmienia się kategorię.

Teraz część dziewczyn wybiera się na Brabancką Strzałę, którą w piątek (17 kwietnia 2026 r.) będzie można śledzić na antenach Eurosportu. De facto, ekipa dzieli się na kilka mniejszych i każda ruszy w swoją stronę, by zdobywać kraj, świat oraz doświadczenie. Jedne dziewczyny czeka Puchar Polski w Lubaniu, juniorki lecą na zawody Pucharu Świata, a jeszcze inne jadą trenować z kadrą Polski, jak mówią w środowisku, na wysokości.

Dodajmy, że wśród mężczyzn najlepszy w Sobótce okazał się Patryk Stosz z Voster Team, a inauguracyjny w tym sezonie wyścig amatorów cyklu VeloBank Via Dolny Śląsk przyciągnął na start około 600 osób.