Kolarki MAT Atom najlepsze na Ślężańskim Mnichu

Zawodniczki MAT Atom Deweloper Wrocław triumfowały w 39. edycji wyścigu „Ślężański Mnich Bruki & Szutry”, będącego otwarciem sezonu kolarskiego w Polsce. W kategorii elity całe podium zajęły przedstawicielki naszej jedynej w kraju żeńskiej grupy zawodowej.

Ślężański Mnich to prestiżowy, jednodniowy wyścig kolarski rozgrywany corocznie na początku kwietnia w okolicach Sobótki i góry Ślęży. Jest to wyjątkowe wydarzenie dla całej ekipy MAT Atom Deweloper. Tutaj przecież grupa ma swoje korzenie.

We wspomnianej kategorii elity panie miały do pokonania pięć 16-kilometrowych rund. Triumfowała Sofia Ungerová, druga była Maja Tracka, a trzecie miejsce zajęła Olga Wankiewicz – wszystkie reprezentujące MAT Atom Deweloper Wrocław. W rywalizacji juniorek na podium stanęła z kolei Kinga Słomka (MAT Atom Deweloper), ustępując tylko Amelii Szymańskiej (UKS Copernicus Toruń), a wyprzedzając Czeszkę Michaelę Jiroutkovą.

Rozmawiamy z Pawłem Bentkowskim, byłym kolarzem, obecnie menedżerem i dyrektorem sportowym grupy MAT ATOM Deweloper Wrocław. Wraz z żoną Pauliną Brzeźną-Bentkowską – wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym prowadzą żeńską zawodową grupę kolarek ku zwycięstwom, czego dowodzi sukces na Ślężańskim Mnichu.

Siła poświęcenia dla zespołu

Taki był misterny plan, by nikogo nie dopuścić do elitarnego podium czy to może miła niespodzianka?

– Plan mieliśmy nieco inny, tzn. wygrać po prostu wyścig. Wiedzieliśmy, że jesteśmy nieco lepiej przygotowani od konkurencji, po kilku zagranicznych startach. I chcieliśmy to wykorzystać. Wiadomo też, że kilka dziewczyn musieliśmy poświęcić, bo wszyscy na nas patrzyli.

Pod pojęciem takiej decyzji kryje się, rzecz jasna, obrana taktyka. Bo kolarstwo to gra wybitnie zespołowa, gdzie jedni pomagają drugim, aby odnieść sukces.

– Najpierw musieliśmy zrobić tempo. A więc połowa dziewczyn została oddelegowana do pracy, a druga połowa musiała później wykorzystać tę pracę koleżanek. Wiadomo, że ciężko jest się urwać rywalkom na pierwszych 40 kilometrach, bo inni też przecież trenują i mają swoje ambicje.

Nauka na gorąco

Choć Pana podopieczne zajęły trzy pierwsze miejsca, to poza gratulacjami wysłuchały też za metą kilka cennych uwag.

– Po prostu wyciągamy lekcje z każdego wyścigu. Błędy, które wyłapiemy, staramy się od razu korygować i na bieżąco przekazywać dziewczynom wskazówki. Wtedy się o tym pamięta. Bo za chwilę wszyscy rozjadą się w swoje strony, a gdy spotkamy się za tydzień czy za kilka dni, każdy będzie już sobie układał w głowie kolejny start. Dlatego taką przyjęliśmy zasadę – niedoskonałości omawiać na gorąco. Chcemy, by dziewczyny były gotowe i fizycznie, i taktycznie, gdy niebawem trafią gdzieś na zachód, by kontynuować karierę. Taka praca. A w zasadzie nie praca, lecz pasja. Cieszymy się, że możemy to robić dzięki naszym sponsorom i patronom.

Choć zawodniczki pochodzą z różnych stron Polski, a także z Czech i Słowacji, to wspomniani mecenasi w zdecydowanej większości są z Polski, z Dolnego Śląska.

– Dlatego Ślężańskiego Mnicha zawsze traktujemy priorytetowo. Startowały wszystkie dziewczyny i jest to zazwyczaj pierwszy termin w sezonie, który zaznaczamy na czerwono jako obowiązkowy. Generalnie wszystkie starty na Dolnym Śląsku są dla nas ważne. Tu stacjonują nasi sponsorzy i tu płynie wrocławska kranówka.

Warto podkreślić, że partnerem zespołu MAT Atom Deweloper jest kampania „Pij Kranówkę”, która wspiera rozwój żeńskiego kolarstwa i śledzi sportowe postępy zawodniczek. To nie tylko symboliczne logo na koszulkach, ale realne zaangażowanie w codzienne funkcjonowanie drużyny, promocję zdrowych nawyków oraz idei sięgania po lokalne, ekologiczne rozwiązania – w tym wrocławską kranówkę, która stała się naturalnym „paliwem” atomowych kolarek. Partnerstwo z kampanią „Pij Kranówkę” doskonale wpisuje się w filozofię zespołu, łącząc sport na najwyższym poziomie z edukacją i odpowiedzialnością środowiskową.

Dla Sofii Ungerovej to kolejne zwycięstwo w sezonie. W marcu 20-latka okazała się najszybsza w czeskim Trofeo Cinelli VC Hlohovec. Uchodzi za numer dwa kobiecego kolarstwa na Słowacji, jest w pełni skoncentrowana na treningu, dlatego też może dużo osiągnąć. A co może Pan powiedzieć o Mai Trackiej?

– Maja specjalizowała się wcześniej w wyścigach torowych, była wicemistrzynią świata i mistrzynią Europy orliczek. Szosa w jej przypadku została nieco zaniedbana, ale pracujemy nad odbudowaniem wytrzymałości. Miewa kraksy i pecha, bo udziela jej się czasem bandycka jazda, ale jeśli chce się skutecznie finiszować, to takim „bandytą” trzeba po prostu być. Jeśli ktoś się boi, to nie ma mowy o zwycięskich finiszach.

A jak radzi sobie Olga Wankiewicz, która ma jednak większe doświadczenie w rywalizacji szosowej?

– Pierwszy rok po przejściu z juniorek do orliczek był dla niej szokiem. Okrzepła jednak i jest stabilna, melduje się w pierwszej dziesiątce dużych wyścigów, a do tego trzeba już „mieć coś pod nogą”. Choćby ostatnio – była siódma w bardzo prestiżowym Tour de Mouscron. Brakuje jej jeszcze tylko takiego przełamania, żeby błysnąć na tle ekip worldtourowych. To by bez wątpienia pomogło jej w znalezieniu dobrej grupy za granicą. Bo jeśli, dla przykładu, jakaś belgijska ekipa ma wziąć Polkę jeżdżącą na podobnym poziomie, co Belgijki, to postawi na swoje rodaczki. Po pierwsze to w ich interesie, a po drugie, odchodzi dużo kosztów związanych z logistyką, czyli hotelami, przelotami itd.

Sukcesem było też drugie miejsce Kingi Słomki wśród juniorek.

– Kinga dopiero pokaże, na co ją stać, a my cieszymy się z tego projektu juniorskiego. I żałujemy, że tak późno go stworzyliśmy, bo był to strzał w dziesiątkę. Dziewczyny miały już okazję, by zobaczyć, jak wygląda ściganie na zachodzie. Z Nadią Hartman związaliśmy się w sierpniu zeszłego roku, pojechała już z nami na Tour de Pologne i ten rok zaczęła na dobrym poziomie. A dziewczyny, które nie posmakowały seniorskiego ścigania, przeżywają teraz szok. Niektóre myślą, że skoro były mocne w poprzednim sezonie, to w kolejnym też będą. A to tak nie działa, gdy zmienia się kategorię.

Teraz część dziewczyn wybiera się na Brabancką Strzałę, którą w piątek (17 kwietnia 2026 r.) będzie można śledzić na antenach Eurosportu. De facto, ekipa dzieli się na kilka mniejszych i każda ruszy w swoją stronę, by zdobywać kraj, świat oraz doświadczenie. Jedne dziewczyny czeka Puchar Polski w Lubaniu, juniorki lecą na zawody Pucharu Świata, a jeszcze inne jadą trenować z kadrą Polski, jak mówią w środowisku, na wysokości.

Dodajmy, że wśród mężczyzn najlepszy w Sobótce okazał się Patryk Stosz z Voster Team, a inauguracyjny w tym sezonie wyścig amatorów cyklu VeloBank Via Dolny Śląsk przyciągnął na start około 600 osób.

Przed nami wielka szansa. Rozmowa z Maciejem Materacem, kapitanem drużyny AMP futbolu

Mecz AMP futbolu Śląsk Wrocław

Każdy z zawodników AMP futbolu niesie ze sobą wyjątkową historię i stanowi źródło inspiracji. Razem tworzą zespół o ogromnej sile, który pod barwami AMP‑futbolowego Śląska Wrocław zamierza w tym roku walczyć nie tylko o mistrzostwo w Polsce, lecz także o podbój europejskich boisk.

Przed AMP‑futbolowym Śląskiem Wrocław historyczny moment. Już za kilka dni zespół uda się do Ankary, by zadebiutować na europejskiej arenie. W ramach Ligi Europy Wrocławianie zmierzą się w grupie B z włoską Vicenzą oraz belgijskim Club Brugge, a stawką będzie awans do fazy pucharowej. O przygotowaniach do turnieju, presji debiutu, sile zespołu oraz codzienności AMP‑futbolistów rozmawiamy z 27‑letnim Maciejem Materacem, kapitanem i bramkarzem WKS-u Śląsk AMP Futbol.

 

Na dniach czeka Was podróż do Ankary i walka w grupie B Ligi Europy z włoską Vicenzą (23 kwietnia 2026 r.) oraz belgijskim Club Brugge (24 kwietnia 2026 r.). Czuć już, że zbliża się wielkie wydarzenie w dziejach klubu? – pytamy Macieja Materaca.

Na pewno historyczne, bo to nasz debiut na arenie międzynarodowej. Podobnie jak w piłce 11-osobowej, każdy klub chce tam być. My właśnie zaczynamy taką przygodę. A to dopiero nasz czwarty sezon rywalizacji.

Są jednak w Waszej drużynie tacy, co posmakowali już pucharów.

I to dosłownie, bo przecież jeden z naszych Marokańczyków, Mohcine Chrharh, przed rokiem wygrał Ligę Mistrzów EAFF z tureckim zespołem Alves Kablo (obecnie Baskent Ampute). W finale pokonali oni Wisłę Kraków 6:1, a Mohcine zdobył jedną z bramek. W zespole mamy czterech zawodników z Maroka, z czego dwóch brało wcześniej udział w tego typu prestiżowych turniejach i zna specyfikę rywalizacji na tym poziomie.

Pański kolega, Marcin Oleksy, mówił niedawno, że czuje w kościach, że sięgniecie w tym roku po potrójną koronę, tzn. wygracie Ligę Europy, mistrzostwo oraz Puchar Polski. Dziś już wiemy, że trójpaku nie będzie.

Niestety, styczniowy Puchar Polski zakończyliśmy na trzecim miejscu. Takie utarcie nosa może nam jednak dobrze zrobi. Teraz już wiemy, że nikt przed nami czerwonego dywanu nie rozłoży. Gdy chodzi o zawody ligowe, jesteśmy po pierwszym turnieju w Warszawie, gdzie odnieśliśmy dwa zwycięstwa (14:0 z Zawiszą Bydgoszcz, 3:0 ze Stalą Rzeszów – red.), ale przegraliśmy z Rekordem Futbol Bielsko-Biała 1:2, choć prowadziliśmy przez większą część meczu. Zaangażowanym trzeba być do końcowego gwizdka.

Znacie bliżej swoich rywali z Ankary?

Liga włoska gra podobnym systemem jak nasza, rywalizując przez jeden weekend w miesiącu. Na temat Belgów za dużo nie wiemy, poza tym, że nie ma tam tyle zespołów, co u nas. Jeśli chodzi o poziom reprezentacyjny, polska narodowa drużyna gra obecnie w dywizji A, belgijska w niższej. Jednak w sporcie wszystko weryfikuje boisko, więc do każdego pochodzimy z pokorą i patrzymy głównie na siebie. Chcemy przywieźć do Wrocławia puchar za Ligę Europy. Wierzę, że wygramy tę grupę i dostaniemy się do fazy pucharowej, a z Turkami (Baskent Ampute) spotkamy się dopiero w finale. To świetni zawodnicy, a Ömer Güleryüz podpisał kontrakt na ten sezon z Wisłą Kraków. Jest mistrzem Europy i świata, na obu turniejach sięgał też po koronę króla strzelców. Mówi się o nim, że to najlepszy AMP-futbolista świata i pewnie tak jest, bo to przecież sukcesy definiują sportowca. A on jest rzeczywiście przekozakiem.

Część kibiców piłki nożnej pewnie nie zdaje sobie sprawy, że Wasze treningi wyglądają nieco inaczej niż w tradycyjnym futbolu. Że na co dzień mieszkacie w różnych regionach Polski, a nawet świata, spotykając się głównie przy okazji turniejów.

Tak wygląda rzeczywistość, choć teraz wybieramy się akurat na pięciodniowe zgrupowanie na Polanę Jakuszycką, a tamtejsze Dolnośląskie Centrum Sportu jest naszym sponsorem. Będziemy tam w pełnym składzie, co nie jest jednak regułą. Przed pierwszym turniejem ligowym zabrakło na podobnym zgrupowaniu chłopaków z Maroka. Mieli akurat ramadan i nie było sensu ich ciągać. Dlatego też nie dramatyzujemy, że pogubiliśmy w Warszawie punkty, bo inni też pogubili. Przed nami jeszcze pięć ligowych turniejów, najbliższy w Poznaniu, gdzie zagramy m.in. z Wisłą Kraków.

Musicie zatem sporo trenować indywidualnie. Wasz marokański trener, Otmane Ennajmi, też jest w ten proces zaangażowany, bo opracowuje system rozwoju fizycznego AMP-futbolistów.

To prawda, zajmuje się nauką o sporcie i pracuje m.in. nad optymalizacją oraz wydajnością treningu. A my rzeczywiście, na co dzień, ćwiczymy głównie indywidualnie. Chodzę na siłownię, mam typowo piłkarskie zajęcia, a dodatkowo pobieram indywidualne lekcje bramkarskie z Maciejem Foltynem, futsalowcem.

Przeglądając składy polskich drużyn można dostrzec wiele zagranicznych nazwisk. Obecność obcokrajowców w naszych klubach AMP-futbolowych to już standard?

Chyba już każdy klub ich ma. Jednocześnie na boisku może przebywać po dwóch obcokrajowców w każdej drużynie. Wcześniej ten limit wynosił trzech graczy na zespół. Natomiast do meczu klub może zgłosić więcej zagranicznych zawodników, nawet pięciu. Wtedy trzeba nimi rotować. W Śląsku mamy czterech Marokańczyków i trenera z tego kraju. Pozostali gracze to Polacy.

Niezwykłą popularność dał dyscyplinie gol Marcina Oleksego, który w 2023 roku podczas gali Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) w Paryżu odebrał nagrodę FIFA Puskás Award za Bramkę Roku, pokonując w finale plebiscytu Francuza Dimitrija Payeta oraz Brazylijczyka Richarlisona, gwiazdy światowego futbolu 11-osobowego. Tego gola nożycami strzelił w 2022 roku w meczu jego Warty Poznań ze Stalą Rzeszów. Dziś Oleksy jest już graczem Śląska, ale rozumiem, że podobne gole wciąż padają na Waszych meczach i treningach. W lipcu 2025 roku przepięknego gola strzelił także młody Łukasz Mazurowski.

Ten jego gol wygenerował naprawdę świetne zasięgi na tik-toku. Skończyło się na około dwóch milionach wyświetleń. Nawet próbowano sugerować, że stworzyliśmy to wideo w AI, bo po golu Łukasz odrzucił kule i zaczął biec na dwóch nogach. Jednak ci, co znają Łukasza, wiedzą, że nie ma stopy, ale biegać na obu nogach rzeczywiście może.

Czyli kamera musi teraz być na wszystkich Waszych meczach. Bo potrafią dziać się na nich cuda.

Muszę przyznać, że od czasu jak zacząłem grać przed kilkoma laty w Śląsku, organizacja rozgrywek bardzo poszła do przodu. Wszystko jest nagrywane, są powtórki, pełen profesjonalizm. Mało tego, my jako pierwsi, w AMP futbolu, wprowadziliśmy w Polsce system VAR, czyli wideoweryfikacji. Ujęcia mamy z przeróżnych kamer, sam byłem zdziwiony, że tak ich dużo w ORLEN AMP Futbol Ekstraklasie (to w tym sezonie oficjalna nazwa krajowych rozgrywek – red.).

Każdy z Was, zawodników, to historia na książkę albo przynajmniej jej rozdział. Pańska różni się jednak od perypetii kolegów. Bo w Pana przypadku nic się nie zmieniło od urodzenia.

To prawda, urodziłem się bez przedramienia. Nie uległem żadnemu wypadkowi, jak wielu moich kolegów.

Rozumiem, że jako chłopak grywał Pan na podwórkach. A kluby? Były dla Pana zamknięte z powodu tej niedogodności?

W wieku orlika i juniora lubiłem być bramkarzem. Grałem w MSP Rataje, był taki klub w Oleśnicy, jednak tam nie chcieli, bym stał między słupkami. Więc zostałem zawodnikiem z pola i grałem tam ponad dziesięć lat. Gdy klub zamknięto, nie chciałem już występować w AP Oleśnica, wolałem grać na podwórku. Pokręciłem się jeszcze później w regionalnych klubach klasy B, a od pięciu lat jestem zawodnikiem Śląska i jego kapitanem. Z tego pierwszego zaciągu zostałem w sumie tylko ja, prezes Sebastian Bednarz i kierownik drużyny Rafał Krzyszkowski. Poza tym wszyscy zawodnicy są nowi.

W AMP futbolu również liczy się aktualna kondycja sportowa, dlatego czasem konieczne jest dokonanie zmian w składzie na rzecz zawodników będących w lepszej formie?

Gdy ktoś czuje, że nie ma dla niego miejsca, by włączyć się do walki o nasze cele, to z czasem sam odchodzi, szukając dla siebie nowej przestrzeni i nowych możliwości. Tak było choćby z Marcinem Lenartem, który odszedł do Warty Poznań i teraz gra po 40 minut w meczu, od dechy do dechy. To naturalna kolej rzeczy.

Naturalne jest również, że każdy z Was na co dzień pracuje. Pan czym się zajmuje?

Pracuję na produkcji w oleśnickiej lakierni proszkowej. Mam trochę inne zadania niż produkcyjne, ale trzeba iść do pracy pięć razy w tygodni na siedem godzin. Normalne życie. Choć, dla przykładu, AMP-futbolowa liga turecka rozwinęła się do tego stopnia, że dziś jest już dla niektórych pracą. Tam rozgrywki przypominają normalną ligę futbolu 11-osobowego. Nie rozgrywa się turniejów raz na miesiąc, lecz co weekend jeden mecz, u siebie albo na wyjeździe.

W Waszej drużynie była też do niedawna dziewczyna, Wiktoria Stróżna.

Nie tylko była, i to od samego początku sekcji, ale też strzeliła dwie bramki w ligowych turniejach. Odeszła jednak, bo zaczyna się tworzyć AMP-futbolowe życie w żeńskim wydaniu. Właśnie powstały dwie pierwsze drużyny: Furia Warszawa i Warta Poznań Kobiety, a więc dziewczyny rozgrywają już swoje mecze sparingowe. Oby ten temat dalej się rozwijał.

Pańskie sportowe marzenie?

Zdobyć w tym roku mistrzostwo Polski i Ligę Europy.

A pozasportowe?

Być zdrowym. Bo już napotkały mnie pewne problemy, gdy przeskoczyła mi rzepka w kolanie podczas spotkania sparingowego i wyłączyła z gry na dwa miesiące.

Życzę zatem dużo zdrowia i niech na Waszych meczach będzie ogień.

Jest! Warto sprawdzić. Jest gorąco, dlatego pijemy kranówkę. #PijKranówkę!

Mecz AMP futbolu Śląsk Wrocław

Śląsk Wrocław AMP Futbol to srebrny (2025) i brązowy (2024) medalista mistrzostw Polski. W tym roku zespół stawia sobie ambitny cel: przerwać dominację Wisły Kraków i sięgnąć po tytuł mistrzowski. Przed drużyną jeszcze pięć turniejów ligowych:

  • w Poznaniu (30-31 maja),
  • w Krakowie (27-28 czerwca),
  • we Wrocławiu (22-23 sierpnia),
  • w Rzeszowie (12-13 września),
  • w Bydgoszczy (26-27 września).

Szkoleniowcem zespołu jest Otmane Ennajmi, który z reprezentacją Maroka wywalczył m.in. piąte miejsce na Mistrzostwach Świata w Turcji (2022) oraz drugie w Pucharze Afryki (Egipt 2024).

W barwach Śląska regularnie wyróżnia się również Ilyass Sbiyaa, dwukrotny laureat nagrody dla najlepszego obcokrajowca PZU AMP Futbol Ekstraklasy (2024 i 2025).

Drużyna AMP futbolu Śląsk Wrocław

Od zgłoszenia do uratowania życia – opowiada Krzysztof Skrzyniarz, prezes WOPR

WOPR to marka rozpoznawalna w całym kraju, która od ponad 60 lat buduje swoją pozycję przez najwyższe standardy szkolenia i nieustanne doskonalenie metod ratownictwa wodnego. Dolnośląski oddział prowadzony jest przez prezesa Krzysztofa Skrzyniarza – osobę z wieloletnim doświadczeniem i praktyką w pracy ratownika. Pod jego kierownictwem procedury operacyjne zostały gruntownie usprawnione, co znacząco zwiększyło skuteczność działań w sytuacjach zagrożenia.
Bo w tym zawodzie liczy się każda minuta, a nawet sekunda! O każdą należy walczyć!

W wywiadzie z Krzysztofem Skrzyniarzem opowiadamy o tym, jak wygląda praca ratowników – od momentu przyjęcia zgłoszenia po udzielenie pomocy. Rozmawiamy o szybkości działania ratowników, ich przygotowaniu oraz o akcjach, które napawają dumą i pokazują, jak ogromną wartość ma ich praca w ratowaniu ludzkiego życia.

Dostajecie zgłoszenie o wypadku, co dzieje się dalej?

– W zależności od charakteru zdarzenia, ratownicy albo płyną łodzią, albo jadą samochodem z lekką łodzią na przyczepie. Zespół składa się z co najmniej dwóch, trzech ratowników wodnych. Jeżeli zdarzenie dotyczy terenu poza Wrocławiem, dyspozytor wysyła zespoły ratowników z innych baz, które znajdują się w Mietkowie, Jeleniej Górze, Wałbrzychu czy Kłodzku. Najważniejszy jest czas dotarcia na miejsce. Do około 90% wszystkich wypadków dochodzi we Wrocławiu i okolicy.

Jak w takim razie wygląda pomoc na terenie Wrocławia? Jak szybko jesteście w stanie zacząć działać?

– 70% wrocławskich zdarzeń ma miejsce na odcinku górnej Odry (zwanym sportowym) – między Ostrowem Tumskim a Opatowicami Na tym właśnie odcinku zlokalizowana jest największa dolnośląska baza WOPR z własnym pomostem nad Odrą. Z bazy do Mostu Grunwaldzkiego, płynąc rzeką, to niecałe 900 metrów, natomiast do Mostów Pomorskich – około dwóch kilometrów.

Nasze łodzie to nowoczesne, szybkie jednostki z silnikami do 200 koni mechanicznych, mogące rozwijać prędkość do 70 km/h. Mamy też skutery wodne, które rozpędzają się do przeszło 90 km/h. A więc czas dopłynięcia do Mostu Grunwaldzkiego to od jednej do dwóch minut od momentu zgłoszenia, z kolei do Mostów Pomorskich dostajemy się w przedziale od dwóch do czterech minut.

Dodajmy, że zespół ratowników jadących samochodem, w zależności od natężenia ruchu na drodze, jest w stanie dotrzeć np. w okolice Stawów Pilczyckich w ciągu ośmiu minut. Rzecz jasna, w trybie alarmowym z włączonymi sygnałami uprzywilejowania.
W działaniach ratowniczych nad wodą – podkreślmy to raz jeszcze – czas jest szczególnie ważny. Człowiek, po wpadnięciu do wody, tonie w czasie od czterech do sześciu minut – dlatego ratownicy Dolnośląskiego WOPR-u są w stanie dotrzeć na czas do poszkodowanego i podjąć stosowne działania. Gdy ratownicy wyjeżdżają samochodem z przyczepą, nieodzowną pomoc w skróceniu czasu dojazdu stanowi korytarz życia utworzony na drodze przez kierowców.

Czy może Pan podać przykłady zgłoszeń podjętych przez ratowników wodnych, które napawają dumą dolnośląski WOPR?

– Na początku tego roku nasi ratownicy jako pierwsi, już po czterech minutach od zgłoszenia, dotarli na miejsce zdarzenia i wyciągnęli osobę poszkodowaną z kanału Odry. Podjęli czynności resuscytacji, które już po dwóch, trzech minutach, jeszcze przed przyjazdem innych służb, przywróciły tej osobie czynności życiowe.

Inna równie skuteczna akcja miała miejsce przed kilkoma laty, gdy wiosną ratownicy zostali wezwani do ciała, pływającego we wrocławskim kanale żeglugowym Odry. Dyżurny zespół WOPR już po kilku minutach był na miejscu.

Ratownicy podjęli wówczas z wody młodą kobietę, lecz podczas oględzin stwierdzili, że może to być „świeże utonięcie”. Podjęli resuscytację. Z chwilą przybycia zespołu ratownictwa medycznego jego członkowie przejęli działania, a następnie przetransportowali kobietę do szpitala. Wieczorem ratownik medyczny z tej karetki zadzwonił do dyspozytora WOPR i pogratulował decyzji naszych ludzi o podjęciu resuscytacji. Okazało się, że kobiecie przywrócono funkcje życiowe, a w niedługim czasie pani opuściła szpital.

Tego typu akcje napawają dumą nie tylko ratowników, ale też całe Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz instruktorów, którzy wyszkolili ludzi i przygotowali do podejmowania działań.

Jak to wówczas wpływa na zespół ratowników?

– Każdy ratownik wie, że przejście przez pierwszą akcję z resuscytacją to punkt zwrotny. To moment, po którym z dumą można się nazwać ratownikiem. Ocalenie drugiego człowieka pozostaje w pamięci na zawsze.

A my jesteśmy dumni, że Dolnośląskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe jest jednym z ambasadorów projektu #PijKranówkę i korzysta z niej na co dzień.

WOPR wywiad z Krzysztofem Skrzyniarzem - jak wygląda akcja ratownicza od zgłoszenia do uratowania życia

Kulisy pracy ratownika WOPR-u, które mogą zaskoczyć

ratownicy WOPR-u ambasadorzy kampanii #PijKranówkę

W Polsce w ostatnich latach odnotowuje się ok. 420-440 utonięć rocznie, z czego na Dolnym Śląsku około 38-40. Dla porównania, pod koniec XX wieku liczba ofiar utonięć w naszym województwie potrafiła przekraczać nawet 70 na przestrzeni jednego roku.

– Dlatego obecność Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego jest niezbędna. Rzeki i jeziora to miejsca niestrzeżone, a wypadki zdarzają się od stycznia do grudnia – podkreśla Krzysztof Skrzyniarz, prezes dolnośląskiego WOPR-u.

Z Krzysztofem Skrzyniarzem rozmawiamy o tym, jak ważna i odpowiedzialna jest praca ratownika WOPR oraz jak dzięki niej udaje się zapobiegać wielu tragediom. Nasz rozmówca zdradza kulisy i ciekawostki, które dla osób niezwiązanych z ratownictwem są nie są znane. Opowiada o poświęceniu, wyrzeczeniach, trudnościach, z jakimi ratownicy muszą się czasem mierzyć, a także o prawdziwym powołaniu, które prowadzi ich do służby.

Sezon letni zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim ruszają intensywne przygotowania. To czas, w którym ratownicy wodni mają wyjątkowo dużo pracy, bo sporo osób wybiera wypoczynek nad wodą. A praca ratownika wymaga nie tylko odpowiednich predyspozycji, lecz także szeregu umiejętności, których nie da się opanować z dnia na dzień.

– To zajęcie polega na wielogodzinnej, uważnej obserwacji chronionego obszaru, co samo w sobie jest obciążające fizycznie. Ratownicy pracują często na pływalniach, gdzie temperatury potrafią przekraczać 35°C, a na otwartych akwenach i kąpieliskach dodatkowo są wystawieni na działanie promieni słonecznych – zaznacza Krzysztof Skrzyniarz.

Warto podkreślić, że ratownik WOPR-u podczas siedmio- czy ośmiogodzinnej służby nie może zejść z plaży na przerwę, czy schować się w cieniu. Dlatego tak ważne jest odpowiednie nawodnienie organizmu, aby zachować pełną gotowość do działania i uniknąć osłabienia.

 – Wiosłowanie, noszenie sprzętu, nie wspominając o wysiłku związanym z prowadzeniem akcji ratunkowej w wodzie, a następnie akcji resuscytacji – na to wszystko organizm musi być przygotowany. Jeżeli ktoś kiedyś szkoląc się próbował pośredniego masażu serca, to wie, ile wysiłku kosztują dwie, trzy minuty takiej pracy. Występuje też zmęczenie psychiczne, monotonia czy stres przy działaniach ratowniczych. A do tego dochodzi również kontakt i rozmowy z osobami, które łamią zasady bezpiecznego przebywania nad wodą. Dlatego praca ratownika wodnego jest bardzo trudna. Należy też pamiętać, że przeważnie wykonują ją młode, dwudziestokilkuletnie osoby. Niejednokrotnie są to wolontariusze, ratownicy społeczni, którzy poświęcają swój czas, żeby dbać o bezpieczeństwo nad wodą – mówi szef dolnośląskiego WOPR-u.

Jak zatem wygląda typowy dzień WOPR-owca?

– Należy tu wyróżnić trzy grupy. Po pierwsze to ci, którzy pracują od rana do wieczora na krytych pływalniach. Po drugie ci, którzy w sezonie letnim pilnują bezpieczeństwa na kąpieliskach po 8-10 godzin dziennie. Ostatnią grupę tworzą osoby będące przez 24 godziny na dobę w gotowości do niesienia pomocy na wodach otwartych – rzekach, jeziorach i innych akwenach. Ta ostatnia grupa ratowników ma statystycznie najwięcej do czynienia z wypadkami. Na Dolnym Śląsku ratownicy WOPR-u posiadają kilka baz ratowniczych, a centrala z ustawowym dla ratownictwa wodnego numerem alarmowym 984 znajduje się we Wrocławiu i obsługuje cały teren województwa. W bazach ratownicy pracują w systemie zmian dwunastogodzinnych. Przyjmując poranną lub wieczorną zmianę, sprawdzają systemy łączności, sprawność sprzętu, uzupełniają braki w paliwie czy wyposażeniu medycznym. Postępują zgodnie z tzw. checklist’ą, po kolei odhaczając każdą sprawdzaną pozycję – wymienia prezes Skrzyniarz.

W miesiącach zimowych ratownicy pozostają w bazach, czekając na wezwania do działania lub ćwicząc symulowane akcje. W tym czasie przygotowują również i sprawdzają sprzęt. Z kolei od wiosny do jesieni wypływają lub wyjeżdżają w teren, który mają patrolować.

– Często można zobaczyć łodzie WOPR-u pływające we Wrocławiu po Odrze o każdej porze dnia i nocy. Ratownicy prowadzą także patrole naziemne. Jeżdżą samochodami z łodzią na przyczepie lub patrolują nabrzeża na quadach. Ratownicy zwracają wówczas uwagę na wszystkie jednostki znajdujące się na wodzie – od tych najmniejszych, jak kajaki, rowery wodne, czy łodzie wiosłowe do większych z napędem mechanicznym. Monitorujemy także przypadki naruszania zakazów kąpieli, wchodzenia do wody na szlakach żeglugowych oraz w miejscach objętych zakazem pływania – kończy Krzysztof Skrzyniarz.

Ponad 25 lat doświadczenia dolnośląskich patroli WOPR sprawia, że ratownicy doskonale wiedzą, w których miejscach i w jakich okresach ryzyko wypadków nad wodą jest największe. Już wkrótce opowiemy o ich najnowszych działaniach i sukcesach. Podczas długich godzin służby członkowie jednostki nie zapominają o podstawach – regularnie nawadniają się. Dla ambasadorów kranówki odpowiednie nawodnienie to absolutna podstawa, bo jak mało kto wiedzą, do czego może prowadzić odwodnienie. To właśnie ono jest częstą przyczyną osłabienia czy zasłabnięć nad wodą, które mogą skończyć się tragicznie. Dlatego ratownicy nie tylko sami dbają o nawodnienie, ale też stale przypominają o tym innym. #PijKranówkę!

[fot. Rafał Ogrodowczyk]

Wjechały na podium w Czechach. Te Święta spędzą na rowerze

Ambasadorki kampanii #PijKranówkę – kolarki MAT Atom Deweloper Wrocław świetnie się spisały podczas wyścigu otwarcia sezonu za naszą południową granicą. Teraz ekipa przygotowuje się do Wielkanocy. Nie chodzi jednak o szykowanie potraw na świąteczny stół, lecz szlifowanie formy do rywalizacji, która czeka dziewczęta w Holandii i Belgii. A już 12 kwietnia nadarzy się okazja, by zobaczyć zespół na Dolnym Śląsku.

Podopieczne Pauliny Brzeźnej-Bentkowskiej, Pawła Bentkowskiego i Katarzyny Wilkos zajęły w Czechach dwie trzecie podium. Słowaczka Sofia Ungerová wygrała wyścig Trofeo Cinelli VC Hlohovec, a trzecia była juniorka, 17-letnia Czeszka Linda Sítkova. To jedyne zagraniczne zawodniczki w całej grupie.

Sofia Ungerová ma niespełna 20 lat, startuje w grupie wiekowej U23 i już teraz wyróżnia się na tle rówieśniczek znaczącymi wynikami. Zawodniczka MAT Atom Deweloper Wrocław – triumfatorka m.in. Respect Ladies Race Slovakia 2025 oraz medalistka mistrzostw Słowacji – po zakończeniu sezonu może rozważać zmianę barw klubowych.

– Po prostu jest niezwykle utalentowana, a do tego skoncentrowana na kolarstwie. Dla niej od najmłodszych lat liczył się tylko rower, rower i rower. Ma spory potencjał, to numer dwa kobiecego kolarstwa na Słowacji. Dlatego liczę się z tym, że może otrzymać dobre oferty i wyfrunąć w świat – wyjaśnia Paulina Brzeźna-Bentkowska, dyrektor sportowy grupy zarejestrowanej w UCI Continental Team.

Linda Sítkova to z kolei 17-letnia juniorka, która zapoznaje się z wielkim kolarskim światem. – Dopiero co była juniorką młodszą. Niezwykle pozytywna osoba, zawsze uśmiechnięta. Szybko się uczy polskiego i mamy z nią wesoło. Jeździ też konno i ćwiczy na ściance wspinaczkowej. Silna dziewczyna, również z potencjałem – charakteryzuje zawodniczkę Paulina Brzeźna-Bentkowska, olimpijka z Pekinu.

W sporcie pracuje się na sukces od świtu do zmierzchu – weekendy i święta wcale nie są tu wyjątkiem. A właściwie… każdy weekend staje się świętem samym w sobie, bo to właśnie wtedy nadchodzi moment prawdy i weryfikacji całej wykonanej pracy.

Kolarki MAT Atom Deweloper taki sprawdzian czeka już w najbliższych dniach, gdy weźmie udział w trzech klasykach. 4 kwietnia (sobota) dziewczęta będą się ścigać w Holandii (NXT Classic). Później przeniosą się do Belgii, gdzie 6 kwietnia (poniedziałek) wezmą udział w Ronde de Mouscron, a dwa dni później (8 kwietnia, środa) w Scheldeprijs Vrouwen Elite. Poprzeczka idzie w górę. Tam już będą ekipy z World Touru, a więc wyższej dywizji w kolarskiej hierarchii.

Przy takim wysiłku każda kropla energii jest na wagę złota – a nic nie wspiera regeneracji lepiej niż solidna porcja wody. Jesteśmy ogromnie dumni, że nasze kolarki zdobywają kolejne życiowe sukcesy, nosząc na swoich koszulkach logo #PijKranówkę i promując zdrowy styl życia.

Już 12 kwietnia zawodniczki MAT Atom Deweloper ponownie zaprezentują się przed dolnośląską publicznością, startując w 39. edycji wyścigu Ślężański Mnich – Bruki & Szutry na terenie gminy Sobótka. Dla kibiców to doskonała okazja, by z bliska zobaczyć piękno i dynamikę kolarstwa w jego najbardziej emocjonującym wydaniu.

Słowaczka Sofia Ungerová wygrała wyścig Trofeo Cinelli VC Hlohovec, a trzecia była juniorka, 17-letnia Czeszka Linda Sítkova.

Słowaczka Sofia Ungerová wygrała wyścig Trofeo Cinelli VC Hlohovec, a trzecia była juniorka, 17-letnia Czeszka Linda Sítkova.

 

Sofia Ungerová - kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław

Sofia Ungerová – kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław

 

Linda Sítkova - kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław

Linda Sítkova – kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław

Koszykarska legenda nowym ambasadorem kampanii #PijKranówkę

Kamil Chanas ambasador kampanii #PijKranówkę

Do grona ambasadorów kampanii społecznej #PijKranówkę dołącza Kamil Chanas, gospodarz podcastu koszykarskiego Strefa Chanasa. Teraz do swojej sportowej i trenerskiej aktywności dodaje kolejną misję – promowanie ekologicznych nawyków i odpowiedzialnych wyborów.

Kamil Chanas to wychowanek Śląska Wrocław, który w ekstraklasie zapracował na miano jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich rzucających obrońców. Największe sukcesy odnosił jednak w barwach Stelmetu Zielona Góra, gdzie dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Polski – w 2013 i 2015 roku.

Po zakończeniu kariery pozostał blisko koszykówki, stając się jedną z najważniejszych postaci popularyzujących tę dyscyplinę w kraju. Prowadzi ceniony, pełen energii i humoru podcast Strefa Chanasa, w którym rozmawia z zawodnikami, trenerami i przedstawicielami sportowego środowiska, odkrywając kulisy polskiego basketu.

Równolegle rozwija projekt BCH – Basket Chanasa, obejmujący wydarzenia, treningi i inicjatywy integrujące lokalną społeczność. Organizuje turnieje oraz różnego rodzaju aktywności kierowane do miłośników koszykówki.

Chanas stoi także na czele Fundacji Strefa Sportu, której misją jest wspieranie dorosłych i młodzieży w budowaniu zdrowych nawyków ruchowych. Poprzez wydarzenia, projekty edukacyjne i współpracę z partnerami fundacja promuje kulturę aktywności fizycznej opartą na pasji i zaangażowaniu.

Od lat inspiruje do działania, konsekwencji i świadomego budowania swojej drogi – zarówno na boisku, jak i poza nim. Teraz wspólnie z MPWiK będzie zachęcał mieszkańców Wrocławia do picia wody z kranu – zdrowej, lokalnej i przyjaznej środowisku alternatywy dla wody butelkowanej.

W sporcie liczy się systematyczność i mądre decyzje. To samo dotyczy codziennych wyborów. Kranówka to naturalny wybór – jest dostępna, dobrej jakości i nie generuje plastikowych odpadów. Jeśli możemy zrobić coś dobrego dla siebie i dla środowiska, warto to robić konsekwentnie. Moim podopieczni, jak i goście podcastu coraz częściej deklarują, że piją kranówkę, a moją rolą jest, by ten dobry trend utrzymać. Robię to, bo wierzę w tę świetną kampanię społeczną – podkreśla Kamil Chanas.

W podcaście Strefa Chanasa Kamil rozmawia z ludźmi sportu, rozwoju osobistego, biznesu o odpowiedzialności, długofalowym myśleniu i sile nawyków. Te same wartości stoją za kampanią #PijKranówkę, która zachęca do ograniczania plastiku i korzystania z wody prosto z kranu – dostępnej w domach, biurach, szkołach i obiektach sportowych.

Nasz nowy ambasador będzie promować ideę picia kranówki zarówno w przestrzeni medialnej, jak i podczas spotkań, wydarzeń sportowych i treningów, które od lat organizuje dla amatorów i pasjonatów w różnych częściach Wrocławia.

22 marca 2026 roku na Placu Solnym wraz z Kamilem Chanasem, ambasadorem kampanii #PijKranowkę świętowaliśmy podczas obchodów Światowego Dnia Wody – organizowanych przez ekipę MPWiK Wrocław. To była doskonała okazja by porozmawiać o sportowych nawykach i przekonać się, że wrocławska kranówka to zdrowy i ekologiczny wybór.

Wszystkich kibiców zachęcamy również do zapoznania się z podcastem, który znajdziecie na YouTube. Miłośnicy sportu i lokalnej koszykówki na pewno znajdą tam wiele interesujących treści, porad treningowych, wywiadów z legendami świata sportu i aktywnymi sportowcami.

Inspirujące kolarki MAT Atom – rozmowa z Pauliną Brzeźną‑Bentkowską

Dziewczyny, które na co dzień podbijają kolarski świat, jednocześnie pokazują, że sport może iść w parze z ekologią i świadomymi wyborami. O tym, jak łączyć pasję do kolarstwa z ideą #PijKranówkę oraz jak wygląda codzienność jednej z najbardziej rozpoznawalnych żeńskich grup kolarskich w Polsce, opowiada Paulina Brzeźna‑Bentkowska, dyrektor sportowa MAT Atom Deweloper Wrocław, a także wielokrotna medalistka mistrzostw Polski i olimpijka z Pekinu (2008), gdzie zajęła wysokie, ósme miejsce w wyścigu ze startu wspólnego.

Na początek wyjaśnijmy – jesteś już wyłącznie panią dyrektor i opiekunką grupy. Czy rywalizacja wciąż kusi i choćby treningowo lubisz się pościgać z młodszymi dziewczynami? – pytamy Paulinę Brzeźną-Bentkowską.

Generalnie jestem już sportową emerytką, jednak gdy wyjeżdżam z dziewczynami na zgrupowania, to, oczywiście, siadam na rower. I choć ze starszą grupą orliczek (do lat 23) mam już średnie szanse, to z juniorkami daję sobie jeszcze radę. To zresztą bardzo ważne, bo dużo łatwiej jest mi trenować dziewczyny, gdy kręcę razem z nimi i mogę wyłapywać dysfunkcje ciężkie do namierzenia z perspektywy samochodu. Dlatego podziwiam trenerów, którzy potrafią w ten sposób szkolić zawodników. Ja natomiast wciąż staram się wyjeżdżać w trasę i mam taki cel, by w tym roku robić to minimum trzy razy w tygodniu.

To w ogóle trudne zadanie – opiekować się grupą, której członkinie pochodzą z różnych stron Polski, nie mieszkają blisko siebie i są na różnym poziomie wytrenowania.

Kilka zawodniczek studiuje w różnych miastach: w Toruniu, we Wrocławiu, w Bydgoszczy czy Katowicach. Młodsze szykują się właśnie do matury, a niektóre chodzą jeszcze do trzeciej klasy szkoły średniej. Zatem na co dzień trenują indywidualnie, a gdy się zbieramy w kraju, to najczęściej jeździmy w Góry Sowie, do Zieleńca ze względu na panujący tam klimat lub wokół Sobótki, bo z racji mojego pochodzenia tamtejsze trasy znam bardzo dobrze. One nie są jeszcze tak bardzo zatłoczone i możemy też potrenować za skuterem. W ciągu roku korzystamy też z wrocławskiego toru na Poświętnem. Ja z tą odmianą kolarstwa nie mam żadnego doświadczenia, ale panuje powszechne przekonanie, że jeśli ktoś poradzi sobie na wrocławskim torze, to tym bardziej na każdym innym. Pozostaje trzymać kciuki za remont tego obiektu, który ma się doczekać m.in. drewnianej nawierzchni i częściowego zadaszenia.

Wspomniałaś o treningu za skuterem. To stały punkt programu, by było bezpieczniej?

Takie treningi staramy się przeprowadzać bliżej jazdy indywidualnej na czas oraz drużynowej przy okazji mistrzostw Polski. Chodzi o to, by nadać tempo wyścigowe i zmusić dziewczyny do jazdy z wyższą prędkością, w granicach 50-55 km/h. Jazda za samochodem nie przynosi takich korzyści, bo jeśli się dobrze schowasz, to możesz nawet niemal w ogóle nie kręcić nogami i jechać w okolicy 60 km/h. Dlatego skuter jest najlepszym narzędziem do wytrenowania nawyku szybkiej jazdy. Pamiętam, że gdy sama w ten sposób trenowałam, a na koniec, już bez skutera, jechałam jeszcze „dokręcić” przez 20-30 minut w ramach rozjeżdżenia, to z przyzwyczajenia zwalniałam do jakichś 33 km/h, a nie do 25 km/h. To jest właśnie ta różnica.

To prawda, że kolarzem/kolarką jest się do końca życia? Że to serce po zakończeniu kariery dopomina się wysiłku?

W moim przypadku uzależnienie będzie pewnie trwało do końca życia. Wiele zależy od tego, w jaki sposób zawodnik rozstaje się z kolarstwem. Znam takich, którzy obrazili się na rower i długo, długo na niego nie wsiadali. Mnie się jednak wydaje, że jeśli ktoś był sportowcem, to pozostanie nim do końca życia. Ciężko funkcjonować bez adrenaliny i bez endorfin, które daje szybsze bicie serca. Choć, oczywiście, zdarzają się przypadki losowe i choroby wykluczające dalszą aktywność. Z drugiej strony znam mnóstwo osób, które mimo nawału pracy zawsze znajdą czas, by minimum tę godzinkę się poruszać.

Skąd tak innowacyjny pomysł, by założyć żeńską grupę kolarską? To przecież niełatwy kawałek chleba, by zabezpieczyć finansowanie tego typu projektu. Trzeba się najeździć, nakręcić, a pewnie też nabiegać.

Genezy szukałabym w 2006 roku, kiedy jako zawodniczka podpisałam kontrakt zawodowy w Holandii. Na zachodzie ścigałam się przez cztery lata, a gdy wróciłam do kraju i zobaczyłam, jak to u nas wygląda, to pomyślałam, że trzeba to zmienić. Porównywałam sytuację z moją małą Holandią i próbowałam wprowadzać innowacje do klubów w Dzierżoniowie czy Toruniu. Wiadomo jednak, że gdy zamierzasz zmieniać zastaną rzeczywistość, to nie wszystkim jest to w smak. Musisz działać trochę w cieniu, niekiedy inni przypisują sobie zasługi. Dlatego uznaliśmy z mężem (Pawłem Bentkowskim, byłym kolarzem – red.), że spróbujemy zrobić coś po naszemu. Choć wcześniej sądziłam, że czeka mnie inna, bardziej przyziemna przyszłość – rodzina, dziecko, jakaś zwyczajna praca. Pierwsza próba stworzenia ekipy upadła w końcowej fazie, po wycofaniu się sponsora. Jednak rok później na dachu hotelu Sobotel w Sobótce pan Władek Piszczałka, szef firm MAT i Atom, zapytał Pawła – „i co dalej?” Mąż odpowiedział, że jeszcze nie wie, ale na pewno odchodzi z klubu Pacific Toruń. Z kolei pan Władek wycofywał się właśnie z finansowania klubu z Dzierżoniowa, stąd jego propozycja, by zbudować wspólnie grupę. Stworzyliśmy kosztorys i z roku na rok zaczęliśmy się rozwijać, dochodząc do takiego etapu, że nie mieliśmy już z kim rywalizować w kraju. Wszystkie wyścigi rozgrywaliśmy po naszemu. Zaczęliśmy się pojawiać w Belgii czy Czechach, wiedząc, że musimy wykonać kolejny krok do przodu, by dziewczyny mogły czynić progres. Zarejestrowaliśmy grupę w Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) i jako ekipa kontynentalna staliśmy się rozpoznawalną marką w Belgii czy Holandii, jednak brakuje nam funduszy, by startować w Portugalii, Hiszpanii czy Francji z zespołami z wyższych dywizji: World Touru czy Pro Touru. I teraz stoimy nieco na rozdrożu. W Polsce zaczyna brakować dziewcząt na miarę Dominiki Włodarczyk czy Agnieszki Skalniak, a jeśli są – jak Maria Okrucińska czy Magda Polańska – to znajdują grupy za granicą. Z kolei nas na zawodniczki z zagranicy nie stać. Jeśli uda nam się jakieś dziewczyny wyszkolić, to one za chwilę wyfruwają do Europy, co też jest dla nas trochę demotywujące.

Jaki jest wobec tego plan na najbliższy sezon?

Mamy w tym roku odmłodzony skład i będzie to dla nas próba mentalna – byśmy się nie zniechęcili po latach sukcesów, bo te dziewczyny potrzebują trochę czasu, by wznieść się na wyższy poziom. W tym sezonie nie będzie zapewne takiego efektu wow, jak jeszcze nie tak dawno w przypadku Agnieszki Skalniak, która kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa. I będziemy musieli wytłumaczyć to sponsorom.

Rozumiem, że cały czas próbujecie pozyskać sponsora, który wyniósłby Waszą grupę na wyższy poziom?

Naturalnie, wysyłamy wiele ofert w różne miejsca, natomiast droga od ewentualnej rozmowy do finalizacji jest bardzo odległa. Jesteśmy wdzięczni za przychylność wiceprezesowi MPWiK, panu Przemysławowi Gałeckiemu, a także dziennikarce Oli Szumskiej, która starała się nas pokazać szerszej publiczności. Mogliśmy zrobić prezentację na balu Słowa Sportowego, porozmawiać z prezydentem Jackiem Sutrykiem i miasto Wrocław zaczęło nas wspierać, dołączając do firm MAT oraz Atom. To są nasi najwięksi mecenasi, choć ci mniejsi są dla nas nie mniej ważni.

Co uważasz za największy sukces grupy, która w tym roku obchodzi dziesięciolecie działalności?

Pewnie to, że sporo dziewczyn wybiło się z naszej grupy na światowy poziom. I że jesteśmy dziś rozpoznawalni w europejskim kolarstwie, a ludzie wiedzą, że MAT Atom Deweloper Wrocław to ta ekipa, z której w wielki świat wychodzą takie talenty, jak czwarta w zeszłorocznym Tour de France Dominika Włodarczyk czy Malwina Mul, dziś już członkini Cofidis Women Team. Nie sądziliśmy, że projekt rozwinie się na tak wielką skalę i to jest budujące.

To bardzo wyczerpujący sport. Twój wujek Jan Brzeźny, Ryszard Szurkowski czy Henryk Charucki opowiadali mi, że w latach 70. posilali się na trasie m.in. colą czy kawą. Jak dziś wygląda w kolarstwie kwestia szeroko pojętej suplementacji?

Węgle, węgle, węgle… Zmieniło się wiele przez ostatnie lata. Dziś kolarze stawiają głównie na węglowodany w postaci żelów energetycznych czy batonów. Chodzi o to, żeby pozyskać szybką energię. Do tego dochodzą makarony, ryż, ale też naturalne białko, jajka, mięso, rośliny strączkowe. Na schabowym nikt już nie pojedzie. Te wszystkie węglowodany to duże pokłady cukru, choć produkowane są już też napoje neutralne w smaku, mimo sporej zawartości cukru. A my korzystamy też z wrocławskiej kranówki, bo to kampania uświadamiająca, jak ważna jest ekologia. Kiedy wybieramy się na obóz, np. do Chorwacji, nasze pierwsze pytanie brzmi, czy tutejsza woda z kranu jest zdatna do picia. Akurat w Chorwacji jest, ale nie wszędzie mamy tę pewność. Wtedy widzę, ile zużywamy plastiku po wodzie butelkowanej. A wrocławska kranówka jest przecież w pełni bezpieczna. Na własne oczy widzieliśmy w MPWiK Na Grobli, jak jest filtrowana i jak często badana. Zresztą, ja całe życie piłam kranówkę i czuję się świetnie. A odnoszę wrażenie, że zachłysnęliśmy się plastikiem, gdy chodzi o pakowanie produktów spożywczych. Poprzez kampanię #PijKranówkę możemy się przyłączyć do proekologicznej inicjatywy, a Wrocław może zobaczyć, że są takie dziewczyny, które dzięki uprawianiu kolarstwa fajnie wyglądają i osiągają sukcesy.

[fot. Rafał Ogrodowczyk]

Doskonała forma na drodze do sukcesu – fizjoterapeuci koszykarskiego Śląska mają na to receptę

Śląsk Wrocław koszykarski

Koszykarscy kibice mają powody do radości – Śląsk Wrocław znów ma szansę na złoto! Drużyna aspiruje do zdobycia 19. tytułu mistrza Polski, nawiązując do najpiękniejszych rozdziałów w historii klubu i legend, które do dziś budzą emocje wśród fanów. Zieliński, Tomczyk, Wójcik, Zyskowski, Kościuk, Szybilski, Miglinieks, McNaull, Gregov, Stelmahers, Adomaitis, a jeszcze wcześniej Zelig czy Williams – te nazwiska na zawsze pozostaną symbolem złotej ery wrocławskiego basketu. Teraz Śląsk ma szansę dopisać do tej listy kolejne sukcesy.

Ale zanim pojawi się medal, warto pamiętać o czymś, czego na co dzień nie widać: o ogromie pracy wykonywanej za kulisami. To nie tylko wysiłek samych zawodników, lecz także całego sztabu specjalistów, którzy czuwają nad ich zdrowiem i formą. Kluczową rolę odgrywają tu fizjoterapeuci – cisi bohaterowie, którzy pomagają zapobiegać kontuzjom, wspierają regenerację i w razie potrzeby prowadzą zawodników przez proces leczenia. Kontuzje są naturalną częścią sportowej rywalizacji, ale dzięki właściwym wskazówkom i profesjonalnemu podejściu można znacząco zmniejszyć ryzyko urazów i utrzymać drużynę w optymalnej dyspozycji. Fizjoterapeuci drużyny – Marcin Janusiak i Damian Odo – opowiadają, jak wygląda kulisy przygotowań do walki o złoto.

Sezon pełen wyzwań

Drużyna bije się o jak najlepsze miejsce przed fazą play-off i decydującą walką o medale, choć odczuwa już trudy sezonu. To już nie tylko gra w Polskiej Lidze Koszykówki, lecz także w europejskich rozgrywkach BKT EuroCup. Oznaczały one dla drużyny aż 18 dodatkowych spotkań. To także mnóstwo emocji i chwile chwały, bo Śląsk potrafił odnieść w tych rozgrywkach pięć zwycięstw.

Ten sezon jest pełen wyzwań dla koszykarskiego Śląska. Europejskie puchary wiązały się z wyczerpującymi podróżami po całym kontynencie, m.in. do Turcji, Hiszpanii czy Grecji. Mniej było wówczas czasu na codzienne treningi. Wrocławianie rozgrywali większość polskich meczów u siebie, żeby ograniczyć podróże, ale teraz – w końcówce sezonu – czeka ich więcej wyjazdów niż spotkań w domu.

Dlatego tak ważne staje się znalezienie równowagi między treningami a odpoczynkiem.

Wsparcie fizjoterapeutów Śląska

Fizjoterapeuci Śląska podkreślają, że odpowiednie nawodnienie to jedna z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych metod ochrony mięśni przed przeciążeniem. Woda działa również jak naturalny smar dla stawów i tkanek – jeśli jest jej za mało, rośnie tarcie, a to prosta droga do urazów. Dodatkowo, dobrze nawodnione mięśnie znacznie sprawniej się regenerują, bo woda pomaga usuwać produkty przemiany materii i dostarczać składniki odżywcze potrzebne do odbudowy. Dlatego najlepiej pić regularnie i małymi łykami. To fundament zdrowej, bezpiecznej i wydajnej pracy mięśni.

Treningi naszych koszykarzy to intensywne sesje łączące ostre przygotowanie motoryczne, taktykę i doskonalenie techniki rzutowej. Zawodnicy spędzają na parkiecie oraz siłowni po kilka godzin dziennie, aby wypracować i utrzymać najwyższą formę meczową – podkreśla Marcin Janusiak, fizjoterapeuta zespołu, troszczący się na co dzień o gotowość fizyczną zawodników.

W tym procesie trzeba dbać o każdy szczegół. – Dlatego m.in. tak bardzo utożsamiamy się z kampanią #PijKranówkę. Ona świetnie przypomina, że woda to podstawowe paliwo dla pracujących mięśni, niezbędne do utrzymania wydolności i regulacji temperatury ciała. Gdy zawodnik zapomina o nawodnieniu, jego organizm błyskawicznie się przegrzewa. Pojawiają się bolesne skurcze, a koncentracja i szybkość reakcji drastycznie spadają – dodaje Damian Odo, drugi z klubowych fizjoterapeutów.

Jak wobec tego zawodnicy Ainārsa Bagatskisa radzą sobie z nawodnieniem w trakcie meczu i po nim? – Mecze są dynamiczne, wtedy piją wodę małymi łykami podczas każdej przerwy na żądanie, aby uniknąć uczucia ciężkości w żołądku. Z kolei po ostatnim gwizdku muszą wypić znacznie więcej, uzupełniając utracone płyny i minerały. To jest absolutnie kluczowe dla szybkiej regeneracji przed kolejnym starciem – podkreśla Damian Odo.

Zespół ciężko pracuje, by w decydującej części sezonu być w najlepszej formie.
Pozostaje nam czekać na efekty tej pracy i trzymać kciuki, że wiosną w Hali Stulecia znów zobaczymy złoto.

[fot. Rafał Ogrodowczyk]

Nasi Ambasadorzy organizują największy turniej szermierczy w Europie

Turniej Challenge Wratislavia co roku organizuje Ambasador kampanii #PijKranówkę – Klub Szermierczy Wrocławianie.

Już w czwartek, 19 marca, w stolicy Dolnego Śląska rozpoczyna się 48. Międzynarodowy Turniej Szermierczy Dzieci – Challenge Wratislavia. To największy turniej szermierczy z bogatą tradycją rozgrywany od wielu lat we Wrocławiu, przeznaczony dla dzieci do 15 lat. To doskonała okazja do spotkań na planszy i poza nią młodych szermierzy z całego świata. Przez pięć dni w hali Orbita przy ul. Wejherowskiej powalczy, blisko 2 800 zawodniczek i zawodników.

Turniej Challenge Wratislavia co roku organizuje Ambasador kampanii #PijKranówkę – Klub Szermierczy Wrocławianie.

Rywalizacja rozgrywana jest w trzech kategoriach wiekowych:

– U11 – roczniki 2015 i młodsi,
– U13 – roczniki 2013–2014,
– U15 – roczniki 2011–2012.

W turnieju biorą udział zarówno dziewczęta, jak i chłopcy, a sportowe emocje rozgrywają się we wszystkich trzech szlachetnych broniach szermierczych: szpadzie, florecie i szabli.

Challenge Wratislavia jako kuźnia talentów

To właśnie tutaj często zaczynają się wielkie międzynarodowe kariery. Przed laty w Challenge Wratislavia brał udział m.in. wrocławski szpadzista Tomasz Motyka, późniejszy wicemistrz olimpijski z Pekinu (2008), którego wspierał Wrocławianin i wychowanek trenera Adama MedyńskiegoRobert Andrzejuk. Motyka to także dwukrotny mistrz Europy i jeden z najwybitniejszych szpadzistów w historii polskiej szermierki.

We Wrocławiu uwagę zwróciła również Sylwia Gruchała, drużynowa wicemistrzyni olimpijska z Sydney (2000) we florecie, która cztery lata później w Atenach sięgnęła również po olimpijski brąz w rywalizacji indywidualnej.

W tym roku przewiduje się, że na starcie imprezy stanie blisko 2 800 zawodniczek i zawodników.
– Takie są moje szacunki. Mamy już 1 700 zgłoszeń z zagranicy, które wciąż jednak spływają. A do tego dojdzie przecież liczna grupa Biało-Czerwonych – mówi Krzysztof Głowacki, prezes i trener Klubu Szermierczego Wrocławianie, od zarania imprezy jej główny organizator. A przed nami już 48. edycja, zatem zbliżamy się do pięknego jubileuszu.

Impreza rozrastała się z roku na rok, by swoją rekordową frekwencję osiągnąć w 2019 roku. – To była ostatnia edycja wydarzenia przed pandemią. Wówczas zgłosiło się dokładnie 2 999 uczestników – przypomina Krzysztof Głowacki.

Życzymy organizatorom, aby jubileusz półwiecza wydarzenia przyniósł upragniony sukces i pozwolił przekroczyć magiczną granicę trzech tysięcy uczestników.

Klub Szermierczy Wrocławianie wystąpi w tegorocznej edycji z silną, blisko 30‑osobową reprezentacją młodych florecistek i florecistów. To pełna energii, ambitna drużyna, która od miesięcy szlifuje formę, by zaprezentować się na wrocławskich planszach z jak najlepszej strony.

Podczas zawodów ich uczestnicy będą mogli liczyć nie tylko na doping rodzin, przyjaciół i klubowych kolegów, którzy szczelnie wypełnią trybuny, tworząc niezapomnianą atmosferę. Towarzyszyć im będzie także wrocławska kranówka, która od lat wspiera sportowców swoim orzeźwieniem i jest symbolem zdrowego stylu życia w naszym mieście.

[fot. Rafał Ogrodowczyk]

Program „Od przedszkolaka do olimpijczyka”

W ostatnich tygodniach Leszek Rajski i Paweł Szumielewicz wnieśli prawdziwy powiew sportowej pasji do wrocławskich szkół i przedszkoli. Realizując program Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz Polskiego Związku Szermierczego „Od przedszkolaka do olimpijczyka” spotkali się z najmłodszymi, by pokazać im, jak fascynujący może być świat szermierki.

Wyposażeni w kolorowe, bezpieczne, plastikowe zestawy ćwiczebne zamienili sale gimnastyczne w małe plansze szermiercze. Dzieci mogły nie tylko obserwować, ale przede wszystkim spróbować, jak to jest stanąć w szermierczej postawie, wykonać pierwszy wypad czy pokonać przeciwnika w zabawowym pojedynku.

To była idealna okazja, by w praktyczny i atrakcyjny sposób odsłonić przed najmłodszymi arkana tej wyjątkowej dyscypliny, a przy okazji zaszczepić w dzieciach miłość do sportu i zdrowej rywalizacji. Kto wie, może wśród tych małych adeptów kryją się przyszli olimpijczycy?

[fot. Wrocławianie]

Zobacz z bliska emocje na planszy

Jeśli chcecie zobaczyć z bliska, jak wygląda rywalizacja, a może też złapać bakcyla, zapraszamy do hali Orbita przy ul. Wejherowskiej od czwartku (19 marca) do poniedziałku (23 marca). W czwartek o godzinie 11.00 będzie miała miejsce ceremonia otwarcia. Harmonogram spotkań wygląda następująco:

  • 19.03 – szpada dziewcząt
  • 20.03 – szpada chłopców
  • 21.03 – floret chłopców
  • 22.03 – floret dziewcząt
  • 23.03 – szabla

Eliminacje rozpoczynają się codziennie o godz. 9.00, natomiast finały codziennie o godz. 17.00. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

Fundacja Promocji Zdrowia – Twój Lekarz, a w tle rekord Guinessa

kranówka w szklance

Fundacja Promocji Zdrowia – Twój Lekarz – edukuje zdrowotnie i propaguje rzetelną wiedzę medyczną. Skoro promocja zdrowia, to oczywista jest także promocja wrocławskiej wody z kranu. Ambasador kampanii #PijKranówkę wie o czym mówi, bo propaguje to co sprawdzone i naukowo potwierdzone.

Fundacja, założona przez Dariusza Literę szerzy wiedzę przez różne platformy przekazu, skupiając się jednak na przestrzeni mediów społecznościowych. Dementuje mity krążące w Internecie, bo to właśnie w sieci znaleźć można najwięcej fałszywych informacji, nie raz szkodliwych dla zdrowia, niepopartych naukowymi badaniami i medyczną wiedzą, czasem wręcz z zakresu pseudonaukowych teorii.

Dzięki współpracy z medycznymi ekspertami Fundacja pomaga pacjentom docierać do wartościowych informacji, a także do wiedzy opartej na lekarskiej praktyce i wieloletnim doświadczeniu. Warto zajrzeć na stronę www.promocjazdrowia.org.pl, gdzie promowane są zachowania prozdrowotne. To m.in. organizacja zajęć edukacyjnych i warsztaty w zakresie ochrony zdrowia oraz profilaktyki medycznej. Co istotne, projekty skierowane są do wszystkich grup wiekowych, od najmłodszych, aż po seniorów.

Dzięki popularnemu podcastowi „CO NA TO TWÓJ LEKARZ? O ZDROWIU W PRZYSTĘPNY SPOSÓB.” specjaliści różnych dziedzin medycyny docierają do pacjentów z wartościową wiedzą opartą na praktyce i doświadczeniu. Znajdziecie tam odpowiedzi na nurtujące Was pytania, które czasem trudno zadać. Tu nie ma niewłaściwych pytań, bo zdrowie wymaga nie tylko fachowej wiedzy, ale także szczerości i otwartości.

Gośćmi podcastu są lekarze specjaliści z wieloletnim doświadczeniem. Należy jednak pamiętać, że nawet najciekawsze słuchowisko nie zastąpi wizyty u lekarza, zwłaszcza gdy obserwujemy u siebie jakieś niepokojące objawy.

Na stronie Fundacji znajdziecie m.in. podcasty na tematy: „Co to zaćma”, „Zespół suchego oka”, „Alergia krok po kroku. Od objawów do leczenia.”, a także „Od czego zacząć zmianę stylu życia, by odchudzanie miało sens.” Powstał również podcast w serii „Twój lekarz radzi” o prawidłowym nawodnieniu we współpracy z kampanią #PijKranówkę. O piciu wody i o tym jak wpływa na nasze zdrowie w rozmowie z redaktorem Dariuszem Literą opowiada dr Szczepan Dolny, specjalista medycyny stylu życia.

Polecamy Waszej uwadze podcast, w którym doktor omawia temat nawodnienia z medycznego punktu widzenia. Można w nim dowiedzieć się, jak nawodnienie wpływa m.in. na cukrzycę, gospodarkę hormonalną, ciśnienie, termoregulację, proces redukcji masy ciała oraz wiele innych aspektów zdrowia. Poruszony zostaje również temat płynów, które wbrew powszechnemu przekonaniu nie nawadniają, lecz mogą prowadzić do odwodnienia. W odcinkach podcastów omówione są także konsekwencje zdrowotne przewlekłego odwodnienia oraz praktyczne wskazówki dotyczące prawidłowego nawodnienia i picia wody z kranu. Wszystkie 6 odcinków podcastu „Twój Lekarz Radzi – Pij Kranówkę” znajdziesz >TUTAJ<.

Ciekawostka:

Czy wiecie, kim jest prowadzący, a jednocześnie założyciel Fundacji Twój Lekarz? Dariusz Litera – doświadczony radiowiec z ponad dwudziestoletnim stażem, znany z dociekliwości i zadawania trudnych pytań. Nie wszyscy pamiętają, że we wrześniu 2000 roku Dariusz Litera wraz z Markiem Obszarnym podjął się wyjątkowego wyzwania: wspólnie poprowadzili najdłuższą na świecie audycję radiową na żywo, trwającą 93 godziny i 10 minut. Wydarzenie odbyło się w specjalnym mobilnym studiu ustawionym na wrocławskim Rynku, skąd program był nadawany bez przerwy. Ten imponujący wynik został później uznany przez Księgę Rekordów Guinnessa jako rekord w kategorii najdłużej prowadzonego programu radiowego na żywo.